bren bren
411
BLOG

Skoki na cel, czyli Małysz i Gross

bren bren Polityka Obserwuj notkę 17

Cóż może łączyć tak odległe, by nie powiedzieć – pod każdym względem przeciwstawne postaci? Ano, bezpośrednio to nic. Na pewno nie przypadkowa zbieżność, że dziś ukazał się felieton Wildsteina w „Rz”, a Małysz akurat po raz ostatni skakał w Lahti. Co innego, i nieco poza nimi, wywołało to szokujące skojarzenie.
   Cel, do jakiego są wykorzystywani (w jednym przypadku) i któremu świadomie służą (w drugim) jest identyczny. Mechanizm tej gry lepiej widać na przykładzie afery wokół pożegnania mistrza, bo to rozdanie błyskawiczne i obchodzi niemal „wszystkich” w tym kraju. Stąd zestawienie, gdyż bardziej czytelny przykład wyraźnie ukazuje metodę.
Wmawia się przy różnych okazjach, że takie pojęcia jak moralność należą wyłącznie do sfery idei czy religii. W  podstawowym znaczeniu – niewątpliwie. Jednak są na potęgę używane w biznesie, najczęściej przez tych, którzy nie tylko nie mają zamiaru niczego podobnego stosować, ale i nie potrafiliby podać nawet ich przybliżonej definicji.
Oto „organizatorzy” pożegnania Małysza (nie wiedzieć czemu b. rzadko wymieniany jest przy tej okazji koncern, sponsorujący orła z Wisły) sprzedali już wszystkie bilety na tę wspaniałą imprezę. Beż jakichkolwiek uzgodnień z właścicielem obiektu, gdzie turniej ma się odbyć, co przeczy wszelkim regułom biznesu. Teraz mamy do czynienia z moralnym szantażem. Jakże to? Austriacy tak bezgranicznie kochają Małysza, polskich kibiców, Polskę w ogóle; nic innego nie mając na uwadze, chcą nam nieba przychylić, a pazerni Polacy  wszystko (jak zwykle) psują. Domagają się czegoś za udostępnienie obiektu! Ohydni i fałszywi – wcale nie kochali mistrza. Co wychodzi na jaw przy takiej okazji! Toż nawet w Burundi naród uhonorowałby stosownie narciarza, który ukończył bieg na olimpiadzie, nie wspominając o żadnym medalu. Po prostu bydło.
Nieważne, jak sprawa się zakończy i jaki kompromis uda się (lub nie) osiągnąć. Nieważne, czy PZN i jego genialny prezes (dla którego, niestety, kończą się złote żniwa na Małyszu) do czegoś się dołoży lub jakoś przyczyni do znalezienia rozwiązania. Swąd już jest, święto już trochę popsute. Przez co? Oczywiście, polskie bagienko.
Transparenty z napisem „Małysz, ty niedopałku z Auschwitz”, witające go w Niemczech były poprawne, nie tylko politycznie. Przetrzymywanie, przesuwanie belki startowej w ostatniej chwili przez kręcącego pucharowym interesem Austriaka (coś podobnego!) – również OK. I teraz, gdy Austriacy, a wraz z nimi cały świat nam i naszemu mistrzowi idą  na rękę – Polacy robią im  wbrew. Odrażający, brudni, źli. I niewdzięczni – za tyle wzruszeń. Nie szkodzi, ten smród da się wykorzystać przy innej okazji. Nie raz, i nie dwa; także (a może zwłaszcza) bez nieskazitelnej bieli śniegu.
Gdyby ktoś nadal pytał „o co chodzi?” (i co ma do tego Gross), odpowiedź jest zawsze ta sama. Niezmienna od upowszechnienia pewnego wynalazku Fenicjan, który nigdy nie śmierdzi. Śmierdzieć mogą tylko Polacy.


 

bren
O mnie bren

Nie ma takiego poświęcenia, na które by się człowiek nie zdobył, byle tylko uniknąć wyczerpującego wysiłku myślenia. /sir Joshua Reynolds/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka