256 obserwujących
1604 notki
2141k odsłon
  996   0

Strzykawka sama zaszczepiła znienacka aktorów

Hiobowscy siedzieli sobie w domu i mieli ogromną radość z reakcji niemieckich mediów na wygraną polskich skoczków narciarskich.
- Ja nie mam ogromnej radości - odcięła się mama Łukaszka.
- Smuci ci przegrana niemieckich skoczków? - spytała lodowatym tonem babcia Łukaszka.
- Ależ skąd. Po prostu uważam, że nie ma czegoś takiego jak niemieckie media, bo kapitał nie ma narodowości. I wyłączcie tą polską rządową propagandę bo mi działa na nerwy.
Dalszą wymianę zdań przerwał dzwonek drzwi. Siostra Łukaszka poszła do drzwi i po chwili wróciła.
- No i kto tam był? - spytał tata Łukaszka.
- A, jakiś polski film - siostra machnęła śliczną rączką.
- Jak film może dzwonić do drzwi??? - zdumiał się Łukaszek.
- No zobacz sam, są aktorzy z telewizora.
Hiobowscy spojrzeli po sobie w osłupieniu i runęli ku drzwiom. Na korytarzu stała para nestorów polskiego kina i telewizji: Jantyna-Krysda i Zbotor-Wikrowski.
- Państwo do nas? - spytał zaskoczony dziadek. - My... E... Myśmy nikogo nei zamawiali.
Prośba aktorów była bardziej zaskakująca niż ich obecność.
- Czy mogliby nas państwo ukryć?
Pierwsza się odnalazła mama Łukaszka.
- Ależ tak, oczywiście! - zawołała radośnie wciągając oboje aktorów do wnętrza. - Rozumiem, że państwo uciekają przed siepaczami Niskiego z Żoliborza...
- Niezupełnie. Ukrywamy się przed MFZ-em...
Słowa Jantyny-Krysdy wprawiły Hiobowskich w spore zaskoczenie. Babcia Łukaszka zapytała:
- A co się właściwie stało?
- Zaszczepili nas - wyznał Zbotor-Wikrowski.
- Przecież teraz mają szczepić lekarzy - obruszył się dziadek.
- To Karosław-Jaczyński - sapnęła mama. - Wykorzystał naiwność personelu aktorskiego...
- Chyba pani wie czy jest pani lekarką czy nie - siostra Łukaszka zwróciła się do Jantyny-Krysdy.
- Co?
- Kim pani jest?
- Aktorką, dziecko każdy mnie zna z telewizji i...
- A czy jest pani lekarką?
Jantyna-Krysda nerwowo przygryzła paznokieć i spojrzała na Zbotora-Wikrowskiego.
- Na mnie nie patrz, ja nic nie wiem, to reżysera trzeba spytać. Ze mną była inna, zupełnie inna historia. Siedziałem sobie spokojnie w domu, gdy nagle, wieczorem, niespodzianie, przyszła do mnie...
- Pracownica NFZ?
- Nie! Wiadomość. Że są szczepienia. Poszedłem do szpitala. Wezwano mnie...
- Pielęgniarka wezwała?
- Nie! Przecież mówię, że wezwano. Tam nikogo nie było. Pusto. Wchodzę do gabinetu a tam...
- Lekarz?
- Nie! Strzykawka. Tylko. No i się zaszczepiłem.
- Ale kto pana zaszczepił? - niczego nie zrozumiała siostra Łukaszka.
- Strzykawka, mówię przecież!
- Ale kto trzymał te strzykawkę? Pan?
- Nie napieraj - upomniał ją delikatnie dziadek. - Widzisz chyba, że u nas robi się tak jak w Niemczech. Tam ciężarówki wjeżdżają w tłum, same. Tam pistolety strzelają do tłumu, też same. No i noże, mamy ofiary noży. samych noży. Tak jest teraz u Niemców i wygląda...
- Nie wolno mówić: Niemcy - siostra łagodnie upomniała dziadka. - Mówi się: naziści.
I siostrę Łukaszka wyrzucono za drzwi. Na schody. I to był błąd. Bo dwie panie, które akurat przechodziły korytarzem skorzystały i weszły do mieszkania.
- A tu się gołąbeczki schowały - powiedziała jedna. Jantyna-Krysda i Zbotor-Wikrowski pobledli i wstali.
- Macie natychmiast oddać te szczepionki! - zakrzyknęła gromko druga.
- Jak można oddać szczepionkę, niech pani nie będzie śmieszna - wyszeptała Jantyna-Krysda zbielałymi ustami.
Druga pani wyjęła kartkę i przeczytała:
- Instrukcja numer jeden. Jak odebrać szczepionkę od zaszczepionej. Należy wykonać niewielką dziurkę w szyi, a następnie wyssać krew i wtentegować ją do ampułki.
- A co ze mną? - przełknął ślinę Zbotor-Wikrowski.
Pierwsza pani wyjęła kartkę.
- Instrukcja numer dwa. Jak odebrać szczepionkę od zaszczepionego. Należy... O nie, ja takich świństw robić nie będę!
- Dobra dobra - mruknęła druga pani. - A wczoraj z kierownikiem to jakoś nie było świństwo?
- No wiesz co?!
- Przepraszam bardzo - siostra zajrzał z korytarza. - A co z pozostałymi pięćdziesięcioma czterema płciami?
I siostrę znowu wyrzucono za drzwi. Przy okazji Hiobowscy zorientowali się, że nie ma Łukaszka.
- Telewizję ogląda - zdenerwowała się mama. - Tutaj demokrację niszczą, a on ma to wszystko gdzieś! Już ja mu powiem!
I wszyscy poszli do pokoju. A tam pokazano, że aresztowano Udę-Magmer. Zapłakana mówiła do kamery:
- Nie wiedziałam, że okradamy jubilera... Sądziłam, że biorę udział w szlachetnej akcji i zostanę ambasadorką Apartu albo Yes... Mam nadzieję, że nie zrobiłam nic złego... A... Ten zegarek... No... Myślałam, że to z puli ekstra dla artystów...

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości