Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1018
BLOG

Największa księgarnia najlepsza jest, część 1

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 17

Mama Łukaszka wpadła na genialny w swym mniemaniu pomysł.
- Kupimy ci książki do szkoły! – oznajmiła radośnie synowi.
- Mowy nie ma!! – wściekł się Łukaszek. – Jest dopiero połowa wakacji!! Czy ja wam w niedzielę rano przypominam, że w poniedziałek idziecie do pracy?!
Mama jednak nie chciała z nim dyskutować, tylko kazała mu się ubierać.
- To jest faszyzm! - rzucił zdesperowany Łukaszek.
- O nie, mój drogi, o nie! - mamie zaczęły latać ręce, ale starała się opanować. - Jakby ci to kazał tata, albo i dziadek... - obejrzała się do tyłu, czy nie mam babci - ...albo babcia, to wtedy byłby faszyzm. A jak ja ci każę, to jest demokracja. Idziemy!
I poszli. Ale nie do księgarni osiedlowej, lecz podjechali kawałek tramwajem i wysiedli przed wielkim marketem. Część hali zajmowała największa księgarnia w mieście.
- Skoro ta księgarnia jest największa, to musi mieć najszerszą ofertę, a zatem na pewno znajdziemy coś dla ciebie - tłumaczyła mama Łukaszkowi ciągnąc go do wnętrza.
W środku powitały och olbrzymie plakaty ze zdjęciem kierownika księgarni, opatrzone hasłami: "Nie oszczędzajcie! Nie kupujcie samochodów! Nie chodźcie do restauracji! Kupujcie za to książki".
Mama Łukaszka była bardzo zadowolona, bo wchodząc natknęli się na kierownika w osobie własnej, który wylewnie ich powitał.
- Cieszę się, że państwo przyszliście do nas. W porównaniu z innymi księgarniami jesteśmy najlepsi!
- To znaczy? - chciał wiedzieć Łukaszek.
Kierownik zdumiony spojrzał na niego i powiedział takim tonem, jakby musiał tłumaczyć coś oczywistego:
- Bo my, w naszej księgarni, nie jesteśmy tak zaczadzeni nienawiścią, jak ci w innych księgarniach! Nasze książki są bezpieczne, europejskie i nie sączą jadu w serce!
- Jak to dobrze, że pana spotkaliśmy! - ucieszyła się mama Łukaszka.
- Ohoho, nic w tym dziwnego - rzekł z dumą kierownik księgarni. - Ja tu teraz mieszkam i doglądam sprzedaży. Żeby szła lepiej. Bo chcemy w te wakacje radykalnie zwiększyć sprzedaż.
- Brawo! - zakrzyknęła mama Łukaszka i zaczęła klaskać. Kierownik pokraśniał z zadowolenia.
- Jak pan tu może mieszkać, skoro lata pan do pracy helikopterem? Mąż naszej dozorczyni tak mówił - wtrącił się Łukaszek.
- Jak możesz! - syknęła zrozpaczona mama Łukaszka.
- Mąż dozorczyni... - powtórzył niezadowolony kierownik. - A jakieś nazwisko tego męża... Adres...
- Nie pamiętam - odparł przytomnie Łukaszek.
- Nnno tak - skrzywił się kierownik. - Ja się brzydzę takimi plotkami, ale powiem tylko, że owszem, latam helikopterem do domu, ale po pierwsze, jest to helikopter firmowy, a więc latam za darmo.
- O! - ucieszyła się mama Łukaszka.
- Oczywiście, nasi klienci nic za to nie płacą. Przecież jeśli weźmie pani coś z półki i pójdzie z tym do kasy, to za co pani zapłaci? Za książkę, czy za helikopter?
- Za książkę - odpowiedziała niepewnie mama Łukaszka.
- Oczywiście! Za książkę! Zatem klienta nic nie kosztuje to, że ja latam helikopterem! A poza tym latam do domu nim, kiedy już nie pracuję! Czyli na weekend!
- W czwartek? - zdziwił się Łukaszek i mama naprawdę się zdenerwowała.
- Nie kłóćmy się! Kupujmy książki! - uśmiechnął się promiennie pan kierownik. - Młodzieńcze, chcesz zapewne chodzić do szkoły...?
Mama Łukaszka zamknęła oczy w oczekiwaniu na katastrofę.
- Tak! - wypalił z entuzjazmem Łukaszek. Mama odetchnęła z ulgą.
- Ale... Tak jak pan do pracy. Żeby piątek mieć wolny, a przychodzić we wtorek rano - rozmarzył się Łukaszek.
No i pan kierownik się zdenerwował.

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka