Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1241
BLOG

Świadkowie Cudu

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 13

Pewnego pięknego popołudnia babci Łukaszka udało się zdybać wnuka w przedpokoju.
- Dobrze, że cię widzę, mój drogi - rzekła tonem nie wróżącym niczego dobrego. - Idziesz ze mną po zakupy!
- Są wakacje! - bronił się Łukaszek. - Dziadek niech idzie!
- Dziadek nie może - babcia uchyliła drzwi do jego pokoju. Dziadek Łukaszka siedział przy swoim ukochanym radioodbiorniku ze słuchawkami założonymi na jedno ucho i potylicę. Dzięki temu mógł nasłuchiwać jednocześnie drugim uchem co się dzieje w domu.
- Dziadek nie idzie - powtórzyła babcia. - Odbiera sygnały z centrali. Mówią mu co jest dobre, jak myśleć, o której iść spać i w jakim tempie oddychać.
- Wszystko słyszałem! - zawołał dziadek. - Bardzo to śmieszne! od razu idzie poznać komunistyczny humor. Subtelny jak rabunek zegarka przez krasnoarmiejca. Wolnej Europy na tym słuchałem to i nadal dam radę.
- Czy dziadek to szpieg? - spytał ostrożnie Łukaszek.
- Partyzant miejski - odparł z dumą dziadek.
- Prawdziwy partyzant to słuchał na radioodbiorniku Moskwy - odparła z namaszczeniem babcia.
- I stał z bronią u nogi donosząc Niemcom na innych polskich partyzantów i czekając na kompanie enkawude - wtrącił złośliwie dziadek.
- Z bronią u nogi to stała Armia Krajowa! - krzyknęła rozwścieczona babcia.
- To ci, co zrobili Powstanie Warszawskie? - spytał nieostrożnie Łukaszek.
- Widzę, że muszę pójść z tobą na długie zakupy i wytłumaczyć ci kto naprawdę stał z bronią przy nodze - sapnęła babcia.
- Powodzenia - zachichotał dziadek.
- A ty siedź na tym swoim nasłuchu, ty fiksacie religijny!!! - babcia rąbnęła drzwiami i wyszła ciągnąc za sobą wnuka.
Dziadek przesiedział na nasłuchu dosłownie kilka minut, gdy zabrzmiał dzwonek do drzwi.
- Zapomniała pewno czegoś - mruknął dziadek. Wstał, ruszył do drzwi, cofnął się gwałtownie, zdjął słuchawki i poszedł do wejścia. Partyzanckim nawykiem sprawdził najpierw przez wizjer kto stał na korytarzu i bardzo dobrze zrobił. Bo okazało się, że nie są to babcia z Łukaszkiem, tylko jakieś dwie panie w wieku dojrzałym wyższym. Panie ubrane były skromnie, wyglądały poważnie, miały okulary i naręcza jakichś gazet.
"Świadkowie!" uradował się dziadek Łukaszka. Od dawna już czatował na ich wizytę, dużo czytał, odświeżał umysł i ogólnie mówiąc był jak brzytwa. Brakowało mu tego, żeby roznieść kogoś intelektualnie w proch i pył. Z babcią się ni udawało. Jak tu walczyć z kimś kto na finezyjne ciosy rapiera odpowiada ciosami kłonicy? Mama Łukaszka kwestionowała wszystkie niewygodne dla niej fakty. Tata Łukaszka tendencyjnie i złośliwie sprowadzał wszystko do gospodarki. Łukaszek zadawał dziwne pytania. A siostra Łukaszka w ogóle nie rozumiała oco chodzi.
Dziadek już od dawna miał gotowy plan rozniesienia świadków w proch i pył. Otworzył zatem drzwi.
- Witamy - powiedziała pierwsza pani. - Czy w tym nieprzyjaznym świecie goniącym za pieniądzem nie odczuwa pan niepokoju, że coś ważnego nam umyka? Nie chciałbym pan o tym porozmawiać?
- Bardzo chętnie - dziadek otworzył szeroko drzwi. Na razie wszystko szło zgodnie z planem. Panie zasiadły w fotelikach, rozłożyły na ławie przyniesioną przez siebie prasę. Dziadek rzucił na nią okiem i ze zdumieniem stwierdził, że tytuł brzmi "Budka Dróżnika".
- Hmm... - pomyślał dziadek. - Ten tytuł był chyba inny... A może mi się wydawało...
- Jesteśmy ze zgromadzenia Świadków Cudu - powiedziała druga pani.
- Hmm... - pomyślał dziadek. - Ten nazwa też była chyba inna... A może mi się wydawało...
- A jaki to cud? - spytał głośno.
- No jak to? - obruszyła się pierwsza pani. - Tak długo pan tu mieszka i nie zauważył pan, że wreszcie ruszył remont naszego bloku? Remont w tym bloku! toż to cud!
- Piszemy o tym w naszej gazecie - dodała druga pani i zaprezentowała stosowny egzemplarz opatrzony tytułem "Nasz blok jest zieloną wyspą płacących regularnie czynsz lokatorów na tle innych, zadłużonych obiektów! Dzięki temu ruszył program BLOK W REMONCIE!".
- Jaki remont? - wyjąkał dziadek. Cały jego misterny plan zaczął się sypać.
- A poręcz na schodach do piwnicy? - spytała chytrze pierwsza pani.
- Przecież ją zdjęli!
- Bo była już tak zniszczona, że zagrażała życiu mieszkańców, za co winę ponoszą oczywiście poprzednie zarządy. Ten zarząd jednak obiecał remont i słowa dotrzymał!
- Zdjęcie barierki to nie remont - replikował dziadek.
- To pierwszy krok - wtrąciła się druga pani. - Może nie wszystko idzie w takim tempie jak ludzie by chcieli, ale skala zaniedbań jest olbrzymia. Każdemu łatwo jest narzekać, ale coś zrobić to już nie. Niech ci co krytykują przyjdą najpierw i zobaczą czy ta barierka jest zdjęta!
- Myślałem, że panie są z grupy religijnej... - jęknął dziadek.
Panie spojrzały na siebie i pierwsza powiedziała przyciszonym głosem:
- Nie wiem skąd pan się o tym dowiedział, ale niech tam... Przygotowujemy inicjatywę religijną.
- Jaką?
- Chcemy zgłosić zarząd bloku do kanonizacji! - wypaliła triumfalnie pierwsza pani i odchyliła się w fotelu. Dziadek zaniemówił z gniewu.
- Święci ludzie - mówiła w zachwycie druga pani. - Inni tylko obiecywali, a ci wzięli na siebie niepopularną decyzję i zrobili ten remont! Jak piękny będzie nasz blok! Jakie piękne będzie miał poręcze!
Kiedy Łukaszek z babcią wrócili ze spaceru ujrzeli jak dziadek wyrzuca obie panie z mieszkania krzycząc:
- Fiksaci religijni!

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka