Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
1073
BLOG

Komercyjna ochrona zdrowia

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 19

Młoda pani od polskiego wychodząc ze szkoły potrząsała mocno głową. Rok szkolny dopiero się zaczął, a ona już miała dość szkoły, lekcji, innych nauczycieli, uczniów, a w szczególności szóstej a. I niestety, ku swojej rozpaczy, tuż za szkolnym płotem natknęła się na Łukaszka, Grubego Maćka i okularnika z trzeciej ławki. Mieli stropione miny, w rękach trzymali komórki, a przed nimi, na asfalcie, leżał jakiś nieszczęśnik i zwijał się z bólu.
- Łobuzy! Mordercy!! - w młodej pani od polskiego coś eksplodowało. - Zabiliście go!!!
- Kogo? - spytał wystraszony jej krzykiem okularnik.
- No niego! Tego co leży przed wami!!!
- Aa, tego - westchnął Gruby Maciek. - Wręcz przeciwnie, my go ratujemy. Znaczy się, chcemy ratować. Ale nie możemy się doprosić karetki.
- Żeby wezwać karetkę trzeba podać pin - wtrącił się przejęty okularnik.
- Nip, ty idioto - poprawił go Gruby Maciek i się pobili. Leżący zaczął charczeć.
- Czemu nip? - spytała zdumiona pani od polskiego.
- No a jak wypiszą fakturę jakby było niepotrzebne wezwanie? - zmiażdżył ją Łukaszek i zaproponował:
- Niech pani zadzwoni. Ten facet już ma pianę.
- Ludzie... Ratujcie... Co za ból...
Zawstydzona obywatelską postawą swoich podopiecznych młoda pani od polskiego wyjęła telefon i zadzwoniła pod numer sto dwanaście. Podała wszystkie swoje dane, łącznie z nipem, który miała w notesiku w torebce.
- Gdzie leży chory? - spytała dyspozytorka. - Muszę odszukać zakontraktowaną firmę.
Młoda pani podała nazwę ulicy.
- A numery parzyste czy nieparzyste? Bo akurat jest granica strefy...
- To właściwie jest taki skwerek... - młoda pani od polskiego rozejrzała się niepewnie.
- Przykro mi, ale skwerków nie mamy zakontraktowanych.
- To co mamy zrobić?
- Nagrywa się ale niech tam... Ja bym go przeciągnęła na chodnik. I już.
- No dobrze, spróbujemy... Nie szarpcie tak! Łukasz, przecież przydepnąłeś mu włosy! A wy dwaj przestańcie się wreszcie bić! I co z tego, że nazwał cię nędzną fiuciną! Gotowe. To będą, e... Numery parzyste.
- Dziękuję, już wysyłam karetkę!
- A kiedy będzie?
- Za parę minut!
Telefon zamilkł.
- Głupi dowcip - powiedziała poirytowana młoda pani od polskiego. - Za parę minut! Karetka! Poczekajcie tu, a ja zobaczę, czy pani od niemieckiego nie kończy teraz lekcji, ona jeździ samochodem, w ostateczności zatrzymamy kogoś na ulicy...
Słowa jej przerwało wycie syreny. Zza szeregu zaparkowanych aut wyłonił się błyskający światłami ambulans. Karetka zatrzymała się, z jej wnętrza wyskoczyła jakaś pani w kitelku i z torbą w ręku. Fachowo nachyliła się nad leżącym, fachowo przeprowadziła wywiad, po czym sięgnęła do torby po narzędzia.
- I po wszystkim - oznajmiła po kilku minutach wstając z klęczek. - Zwykły atak ślepej kiszki. Hop!
I zgrabnie podrzuciła wycięty organ na wybieg dla psów.
- Co też pani?!! - zdumiała się polonistka.
- A co, nie wie pani, że utylizacja usuniętych organów zgodnie z unijnymi procedurami kosztuje straszne pieniądze? A tak jakiś piesek sobie zje.
- Ależ pani doktor...
- Ja nie jestem żaden doktor - roześmiała się pani w kitelku. - Proszę pani, żeby rozciąć, albo zaszyć nie trzeba od razu lekarza!
I wsiadła do ambulansu, na którego boku biegł napis "Pogotowie krawieckie".
- Ty jesteś tak gruby, że do ciebie pewno przyjechałby weterynarz - oznajmił Grubemu Maćkowi okularnik i się pobili.

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka