Oficjalne otwarcie kompleksu Arena Active Club na Warszawskim Ursynowie, stało się również pretekstem do mojej pieszej wycieczki po ścieżkach, deptakach i chodnikach. Dwu godzinny spacer w nieustannie padającym śniegu, nie przyniósł żadnej kontuzji, a to przy panujących warunkach wielki sukces. Między 17 a 19 widziałem 12 pługo-piaskarek (może nie do końca tak wielu ale w trakcie podróży minęły mnie parami przynajmniej 6 razy) przemierzających wzdłuż i wszerz ulice Ursynowa, oprócz tego jeden mały ciągnik odśnieżający chodniki. Czyli nie jest źle. Wydanie, przez Miasto Stołeczne Warszawy 90 milinów, jest widoczne. Jednak problem ciągle padającego śniegu, nie jest mały, a na pewno kosztowny. Pocieszające może być jedynie że w naszej szerokości geograficznej to zagadnienie stałe. Jak radzono sobie ze śniegiem w przeszłości? Pierwszym dylematem ówczesnych badaczy tego zjawiska atmosferycznego było zdefiniowanie samego pojęcia śniegu. W wydanej w 1777 roku w Berdyczowie książce „Krótkie zebranie zarzutów ciekawych o rzeczach tego świata pod zmysły nam podpadających i je zadziwiających, ku pożytkowi młodzi zwięzłymi odpowiedziami ułatwione i na widok powszechny dane”, autorstwa księdza Józefa Iwanickiego, również pojawia się ta kwestia. Zdaniem autora tego dzieła, śnieg jest: Zbiorem najdrobniejszych kropel wody. Te mrozem uciśnione w pasma się najprzód wiją, potem w rozmaite kosmy różnego kształtu spadając, składają się. Śnieg, że wiele ma w sobie waporów i odrobiu saletry, szkodzi zwierzętom i chrapkę sprawuje.
Właśnie, brnąc chodnikami po kolana w śniegu, byleby chrapki się ustrzec:)
Inne tematy w dziale Rozmaitości