Kto wygra wybory Trump czy Clinton, bo inni się nie liczą - taki jest zgodny chór komentatorów w Polsce. Tymczasem to nieprawda, że inni kandydaci nie mają szans w tych wyborach i wcale nie myślę o libertarianinie Gary Johnsonie czy o pani Jill Stein z partii zielonych. Realne szanse na wybór ma formalnie kandydat niezależny, członek partii republikańskiej Evan Mc Mullin z Utah. Zwrócił mi na to uwagę mój syn, który jest biegły w tamtejszym prawie. W stanie Utah Trump ma silną opozycję w partii republikańskiej, bo jest tam sporo mormonów, którzy zapowiedzieli, że nie będą na niego głosować. W prawyborach konserwatywny Romney uzyskał 73 % głosów dystansując Trumpa w tym stanie. Mc Mullin startuje w zasadzie wyłącznie w Utah, który jest jego rodzinnym stanem. Sondaże wskazują jego mocną pozycję w starciu z dwoma gigantami. Różnice między trójką kandydatów są jednocyfrowe a w jednym z sondaży Mc Muliin nawet prowadził stawkę kandydatów. Jeśli wygra otrzyma 6 głosów elektorskich. To oczywiście za mało, żeby móc ogłosić się zwycięzcą. Do wyboru prezydenta potrzebne jest 270 głosów elektorskich a w całych Stanach można ich dostać 538. Jeśli jednak pozostałe głosy podzielą się mniej więcej po równo między Clinton i Trumpa a na razie wygląda to na nie tak całkiem nieprawdopodobny scenariusz, nikt nie uzyska wymaganej większości. W takim wypadku zgodnie z rozdziałem II § 1 amerykańskiej konstytucji prezydenta wybiera Kongres spośród pięciu osób, które otrzymały najwięcej głosów elektorskich. W Kongresie większość mają Republikanie, których faworytem jest Mc Mullin a nie Trump. Byłaby to historia bez precedensu, ale jednak możliwa. Scenariusz taki przypomina historię z jednego z odcinków „House of Cards” gdy wiceprezydent Frank Underwood wykorzystuje przepis konstytucji mówiący o przewodniczeniu obradom Senatu i dzięki niemu przeprowadza ustawę, której inaczej nie potrafił załatwić. Jeśli ktoś uważa, że porównanie do filmu oznacza fikcyjność takiej możliwości to trzeba przypomnieć, że już nie raz rzeczywistość filmowa wyprzedziła rzeczywistość polityczną. Ciekawostką jest również to, że gdyby doszło do takiego wyboru prezydenta USA wiceprezydentem zostanie osoba, która otrzymała najwięcej głosów elektorskich a więc Donald Trump lub Hillary Clinton. Jeśli oboje dostaną tyle samo głosów wówczas wyboru dokona Senat. USA miałyby wtedy najdziwniejszą parę prezydent – wiceprezydent rządzącą krajem w swej historii.
676
BLOG




Komentarze
Pokaż komentarze (3)