Jeszcze mi się odbija po daniu, jakie zaserwował nam "miszcz patelni" czyli pan Arek. Danie to, zwane u nas plackiem po węgiersku, powinno składać się z przedniego gulaszu wołowego, ułożonego na pokaźnych rozmiarach placku ziemniaczanym. Pan Arek (znany wśród wielu jako ziemniak lub burak) postanowił nieco "ochrzcić" to wyśmienite danie i na nadpsutym już mocno placku ze starego ziemniaka, rozsypał jedynie parę kawałków prawdziwego gulaszu, fałszując resztę znanym mu sposobem podlewania wody z psychoprochami. Po to tylko, żeby ucztujący uwierzyli w nadal twającą komplementarność pomiędzy polskim ziemniakiem (burakiem) a węgierskim byczkiem. Już podczas uczty, biesiadujących na niej rozbolały żołądki od tej niestrawnej potrawy "miszcza" Arka. I do tego czasu po prostu wielu z nas się "beka", odbijając echem po szerokim świecie. Jedynie sam "miszcz", chcąc uniknąć większych awantur zaszył się gdzieś w kąt, czekając na wygaśnięcie sprawy...
PS - ESTIMADO - proszony o napisanie tekstu wierszem...


Komentarze
Pokaż komentarze (8)