Nie tak dawno Donald Tusk zyskał sobie sympatię widzów stawiajac się w opozycji do premiera między innymi w sprawie sposobu poruszania się po kraju.
„(...)jeżdżę i rzeczywiście nie mam kogutów na dachu. Jak byłem ostatnio w Kielcach, skąd pochodzi cała rodzina mojej żony, to tam ludzie powiedzieli: przyjechał pan jak zwykły
człowiek. A kilka dni temu był pan prezes Kaczyński ze swoją świta i całe Kielce zablokowane. Ja naprawdę rozmawiam ze zwykłymi ludźmi. Może dlatego, że moje życie jest zwykłe. Ja jeżdżę po drogach polskich, ale jako kierowca panie prezesie. Jako kierowca.”[1]
Teraz nagle partyjni koledzy Tuska robią niepotrzebny raban, domagając się dla niego rządowej ochrony:
„Poseł Platformy Paweł Graś powiedział dziennikowi.pl, że do momentu desygnowania Tuska na premiera, ochronę będzie zapewniać mu partia. Problem w tym, że tak naprawdę oznacza to tylko towarzystwo kierowcy, który nie jest zawodowym ochroniarzem.”[2]
. Zapewne jest to intryga ludzi, którzy zazdroszczą Tuskowi popularności i tego zwykłego ciepła, którym zjednał sobie tłumy zmęczonych codzienną agresją Polaków. Tusk skupiony na walce z PiSem nie dostrzega, ze za jego plecami kilku partyjnych Brutusów już szykuje się do zamachu na jego wizerunek. Mam nadzieję, że nikt nie da się na ten trick nabrać. Apeluję do partyjnych kolegów naszego przyszłego premiera – nie uszczęśliwiajcie Donalda Tuska na siłę. Wystarczyło uważnie słuchać – on nie chce ani ochrony, ani nawet tego kierowcy, którego jak widać w ostatnich dniach mu wmusiliście.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)