Platforma pod pretekstem powrotu do swoich starych haseł postanowiła upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Utrudnić (w niewielkim stopniu, ale zawsze) działalność organizacji pozarządowych oraz zdobyć wiedzę na temat naszych preferencji politycznych. Oficjalnie chodzi o stary postulat zaprzestania finansowania partii politycznych przez budżet[1]. Wg nowego pomysłu na partie polityczne moglibyśmy przekazywać 1% podatku na tych samych zasadach, na jakich obecnie możemy go odpisać na organizacje pożytku publicznego. Już samo uznanie partii politycznych za organizacje pożytku publicznego jest sprawą dość kontrowersyjną, jednak nie tu tkwi haczyk. Pierwsza sprawa to ograniczenie i tak niewielkich zysków NGO-sów z tego tytułu. Mimo dość szeroko prowadzonej akcji informacyjnej niewiele osób odpisuje swój procent na organizacje pozarządowe (w 2005 roku było to jedynie 6%)[2], z reguły zaś pieniądze idą do tych organizacji, które są najczęściej obecne w mediach, takich jak Polska Akcja Humanitarna. Partiom politycznym o wiele łatwiej niż organizacjom przebić się do telewizji i gazet. Można więc zgadywać, że spora część osób (zwłaszcza w naszych warunkach świętej wojny) będzie wolała przekazać tą małą część podatku, na której los ma wpływ, na swoją ulubioną partię, nie zaś jakąś o wiele bardziej dla niego abstrakcyjną organizację. Tak więc można założyć, że proponowane przez PO rozwiązanie spowoduje uszczuplenie wpływów organizacji pożytku publicznego z podatków. Oczywiście może się też zdążyć, że wpłacaniem 1% na partie będą zainteresowane inne osoby, niż te, które dotąd pieniądze dawały organizacjom i moje obawy się nie sprawdzą, choć pisze to tylko dla porządku, w ogóle w to nie wierząc. Jeśli nawet tak jednak będzie, pozostaje drugie, o wiele większe zagrożenie.
Mechanizm działa bowiem tak, że my przekazujemy pieniądze urzędnikowi, urzędnik zaś wybranej przez nas organizacji. Inaczej mówiąc, funkcjonariusz państwowy zyskuje o nas dodatkową wiedzę – dowiaduje się, na jaką organizację jesteśmy skłonni przeznaczyć 1% naszego podatku. Przy rozwiązaniach proponowanych przez polityków urzędnik podatkowy dowie się również, jaką partie polityczną cenimy tak bardzo, że jesteśmy gotowi oddać jej swoje pieniądze. W tym momencie państwo zyskuje wiedzę, na kogo głosujemy, ponieważ trudno założyć, ze ktoś oddałby na partię swój podatek, ale już nie głos. Tak więc nowe rozwiązanie jest faktycznym zagrożeniem dla demokracji. Oczywiście nie dla wolnych, obiektywnych i niezależnych mediów, które sprawą bądź się nie zainteresowały, bądź ograniczyły się do poinformowania o pomyśle, ale już nie skutkach. Media sprawą się nie zajęły (z wyjątkiem Mazurka), zapewne dlatego, że wolą chuchać na zimne, odkąd skompromitowały się tysiącem fałszywych alarmów z czasów rządów PiS. Nie jest przecież tak, że nieważne, czy prawa są odbierane, ale kto je odbiera, prawda, panowie dziennikarze?
PS. Dzisiaj w radiowej Trójce Grzegorz Schetyna powiedział, że (po raz pierwszy w historii Polski) PiS złamał w tej kadencji sejmu obyczaj, który stanowi, że największe ugrupowanie zgłasza kandydata na stanowisko marszałka sejmu. Na uwagę, że w poprzedniej kadencji PO również zgłosiło kandydata na to stanowisko, największą partią nie będąc, Schetyna nie odpowiedział. Zapytany, na kogo w poprzedniej kadencji głosowała PO, odpowiedział, że przecież na Komorowskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)