Rząd urzęduje dopiero od kilku godzin a już rozwiązał najbardziej palący problem – zdymisjonował Antoniego Macierewicza. Dymisja Mariusza Kamińskiego również zbliża się wielkimi krokami, zapewne wręcza ją mu funkcjonariusze ABW. Gdy do Polski wrócą już Krauze (po umorzeniu sprawy) i Stokłosa (z listem żelaznym) wreszcie spełnią się marzenia o pięknie i normalności. Marzenia, które połączyły Ćwiąkalskiego i historyków z IPN, którzy dziś postanowili przyjrzeć się sędziemu Kryże (dla jasności – uważam, ze nie powinno być go w rządzie PiS). Kryże był współpracownikiem kilku ekip i nigdy dotąd jego działalność ze stanu wojennego nie była interesująca dla IPN. Co więcej, zanim nie został wiceministrem u Ziobry, nawet jego podsądni uważali, że sam Kryże zachował się przyzwoicie i wydał najmniejsze możliwe wyroki w procesie, w którym sądził wbrew własnej woli. Dopiero, gdy został wiceministrem, działacze PO zmienili zdanie, gdy zaś być nim przestał, zdanie zmienił również IPN. W tym samym nurcie, choć innego kalibru to wydarzenie, mieści się decyzja o zdjęciu z wizji Oli Kwaśniewskiej. Zapewne za chwilę poleci również Jola. Olek się nie sprawdził, mocodawcy z WSI są obrażeni, więc kobiety z rodziny byłego prezydenta zapłącą za jego nieudolność. Może Kasia Tusk zechce znów pokazać się na małym ekranie. Zresztą i Macierewicz tam trafi, choć oczywiście do innej stacji. Każdy więc się lepiej lub gorzej urządzi. Może nawet Roman Giertych odbije się od dna, jeżeli faktycznie zostanie obrońcą polskich żołnierzy przez media już skazanych za masakrę cywilów w Afganistanie. Jeśli nie zostanie, może uda mu się zostać syndykiem masy upadłościowej po Samoobronie.
Nie wiem tylko, co czeka Dorna, Ujazdowskiego i Zalewskiego. Jak się okazuje, jak na razie to na nich Kaczyński mści się za niepomyślny wynik wyborczy – ci oczywiście sami się podłożyli, ponieważ w PiS są nie od dziś, nie zmienia to jednak faktu, że by mi tych osób w PiS brakowało. Jest to o tyle smutne, że właściwy kandydat do rozstrzelania jest inny – a jest nim osoba, która wpadła na pomysł rozpoczęcia pozytywnej kampanii wyborczej dzień po wyborach. Szkoda jednak rónież, że trójka „zatroskanych” zaczekała ze zgłoszeniem swoich uwag do przegranych wyborów, zamiast walczyć wtedy, gdy naprawdę było o co. Dobrze, że do wyborów jeszcze kilka lat, może się do tego czasu zarówno prezes, jak i buntownicy ogarną. Przecież ktoś będzie musiał tu posprzątać.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)