Za obowiązującą obecnie ustawę lustracyjną odpowiedzialni są wspólnie młodzi posłowie PiS i PO, którzy przygotowali jej projekt. Wszedł on w życie w roku 2006. W późniejszych wypowiedziach na temat lustracji politycy Platformy z jednej strony krytykowali sposób przeprowadzenia jej przez PiS, z drugiej strony deklarowali chęć pójścia jeszcze dalej – ujawnienia wszystkich dokumentów znajdujących się w gestii IPN. Pomysł ten spotykał się na ogół z dobrym przyjęciem zwolenników lustracji, nie mógł się on natomiast spodobać zwolennikom zamknięcia lub zniszczenia wszystkich akt, obecnym po lewej stronie naszej sceny politycznej. Jednak już przed wyborami (co mało kto zauważył) Platforma, ustami Bronisława Komorowskiego, zaczęła się z tego pomysłu wycofywać. Poniżej fragment rozmowy Igora Janke z Komorowskim, przeprowadzonej tuż po debacie Tusk – Kwaśniewski[1].
Igor Janke: Z wczorajszej debaty Donalda Tuska i Aleksandra Kwaśniewskiego znowu przez moment wynikało, że sprawa lustracji, sprawa rozliczeń z przeszłością stała się znów ważna dla Platformy. Czy to jest tak, że na użytek tej debaty tu jesteście za tym, a jak rozmawiacie z Kaczyńskim, debatujecie z innymi, to mówicie: przesadzacie?
Bronisław Komorowski: My mamy spójne stanowisko w tej kwestii. PiS-owi zarzucamy szaleństwo lustracyjne i takie przegięcie, zbytni radykalizm, chęć zlustrowania wszystkich.
Igor Janke: Ale to przecież wasz projekt jest bardziej radykalny od otwarcia wszystkich szaf.
Bronisław Komorowski: Nie, nie. My proponowaliśmy, proponujemy udostępnienie dokumentów związanych z konkretnymi osobami publicznymi. Uważam, że to się po prostu Polakom należy, aczkolwiek to też może być przedmiotem różnych kombinacji. Tak ma stać sprawa, że to politycy mają ujawniać swoje dokumenty.
Igor Janke: Zaraz, ale byliście za pełnym otwarciem archiwów IPN?
Bronisław Komorowski: Nie, byliśmy za ułatwieniem dostępu do archiwów IPN. To nie chodzi o to, żeby każdy z ulicy mógł pójść do IPN i zajrzeć w cudzą teczkę, tylko chodzi o to, żeby dziennikarz lub historyk mógł mieć ułatwiony pełny dostęp do dokumentów, jeśli zajmuje się jakimiś sprawami, które wymagają zbadania archiwów IPN-u. Tu nie chodzi o to, żeby każdy mógł zajrzeć w cudzą teczkę. To zostawiamy PiS-owi.
Igor Janke: Mam wrażenie, że słyszałem wielokrotnie, że Platforma opowiadasię za pełnym otwarciem akt IPN-u.
Bronisław Komorowski: Pełnym udostępnieniem archiwów w celach naukowych i badawczych, także dla dziennikarzy. Nie ma możliwości, ja jestem historykiem z wykształcenia, zajmuję się archiwami od dłuższego czasu
Igor Janke: Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?
Bronisław Komorowski: Co to znaczy otwarcie? Właśnie tak jak dzisiaj IPN jest otwarte, tak jak każde inne archiwum publiczne państwowe. Jest otwarte na badania.
Jednak nawet Komorowski nie kwestionował, że rzeczą ważną jest umożliwienie dostępu do akt IPN naukowcom i dziennikarzom. Dziś jednak z PO usłyszeliśmy całkiem nowy głos w tej sprawie, czyli wypowiedź Andrzeja Czumy. Czuma, jako zasłużony działacz podziemia, dotąd był osobą, która nie była specjalnie kontrowersyjna dla polityków o pochodzeniu solidarnościowym, co więcej, jeszcze tydzień temu był bohaterem tekstu (o pozytywnym zabarwieniu) Gazety Polskiej. Tymczasem w jutrzejszym „Wprost” ma pojawić się wypowiedź Czumy[2], w której zapowiada on projekt ustawy z jednej strony radykalnie ograniczającej liczbę osób lustrowanych, z drugiej – zamknięcie archiwów dotyczących osób spoza tej grupy przez dziennikarzami i naukowcami:
– Chcę wnieść odpowiedni projekt w tej sprawie – potwierdza Czuma w rozmowie z „Wprost". Jego zdaniem, zmiany w ustawie lustracyjnej, których dokonał PiS, były „niezgodne z zasadami cywilizacji". – Żadna instytucja nie jest w stanie zweryfikować oświadczeń lustracyjnych kandydatów na 450 tysięcy stanowisk. Dlatego lustracja powinna być ograniczona do maksimum 10 tysięcy osób piastujących najważniejsze funkcje w państwie – dodaje.
Czuma uważa, że dostęp do teczek tylko tych osób powinien być otwarty. Reszta ma być tajna. – Nie wyobrażam sobie, by dziennikarze i naukowcy mogli, tak jak to jest obecnie, przeglądać wszystkie akta IPN. To niezgodne z zasadą ochrony prywatności – mówi.
Na razie partyjny kolega Czumy, Zbigniew Chlebowski, deklaruje zdziwienie takimi planami i mówi, ze Platforma wciąż jest za „pełnym dostępem do danych IPN”, jednak po skonfrontowaniu tych słów ze wcześniejszą, a jakoś mało dyskutowaną, wypowiedzią Komorowskiego, można mieć wątpliwości. Skoro wrogiem lustracji okazuje się być nawet tak słynny antykomunista jak Czuma, zaś kolejna eks-gwiazda opozycji, Stefan Niesiołowski, mówi, że lustracja nie ma już sensu[3], są podstawy, by spodziewać się zmiany o 180 stopni faktycznej postawy PO wobec lustracji. Przyjaciele Platformy z mediów byliby zapewne zachwyceni, podobnie jak jej polityczne autorytety w rodzaju Lecha Wałęsy. Skoro PO w tempie błyskawicznym naprawia „straty” spowodowane przez likwidację WSI (choć sama likwidację tę w swoim czasie poparła), równie dobrze może zakończyć wszelką lustrację, dołączając do grona entuzjastów tezy, że wszelkie akta należy zamknąć na 50 lat lub po prostu spalić. Dziś wciąż jeszcze taka wolta może wydawać się zaskakująca, ale w świetle wszystkich ostatnich posunięć kadrowych, polegających głównie na przywracaniu osób związanych z ekipami Millera (np. awansowanie prokurator, której udowodniono polityczne naciski w sprawie Rywina[4], czy też powołanie na szefa działu kadr MON ostatniego szefa WSI) a także porzucanie spraw rozpoczętych przez PiS w polityce zagranicznej, bliźniaczo podobne do zachowań Leszka Millera po objęciu władzy, gdy ten zastopował działania w sprawie dywersyfikacji dostaw paliw rozpoczęte przez Buzka – wszystko wydaje się być możliwe. A elektorat PO zapewne zgodzi się z wspomnianą wyżej argumentacją Niesiołowskiego, że wskutek nieudolności PiS, lustracja stała się skompromitowana i niemożliwa do przeprowadzenia. A jeżeli ktoś cos piśnie, usłyszy, że nie szanuje bohaterów podziemia, bo już przy okazji przedwyborczych wypowiedzi Bartoszewskiego można było się przekonać, że antyPiSowcy są bardzo biegli w używaniu czyjegoś pięknego życiorysu w zastępstwie policyjnej pałki czy też sztachety z wiejskiego płotu.
PS. Gdy zalogowałem się, by wkleić tekst, zobaczyłem notkę Kataryny o tym samym. Kataryna dotarła do starszej, ale wcale nie tak dawnej wypowiedzi Czumy o lustracji, utrzymanej w całkiem innym duchu. Szczegóły:
http://kataryna.salon24.pl/52301,index.html
[1] http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead30&news_cat_id=448&news_id=232536&layout=18&page=text
[3] Prawo i Sprawiedliwość zlikwidowało w Polsce lustrację. Tak przy niej majstrowało, tak ośmieszyło ideę, ciągle nowelizując ustawę lustracyjną, że lustracja jest dziś martwa i nikogo nie obchodzi. Na nikim nie zrobiłaby już najmniejszego wrażenia na przykład informacja, że głównym agentem PRL-owskiego wywiadu był Antoni Macierewicz. Zostałoby to odnotowane na trzeciej stronie "Faktu", obok nie do końca ubranej panienki.
Byłem twórcą lustracji w Polsce, pisałem wszystkie ustawy lustracyjne, ale dzisiaj uważam tę sprawę za zamkniętą. W Kościele tak dużo pisano o biskupach, którzy byli agentami, że w pewnym momencie wszyscy machnęli na to ręką. Poszło to tak daleko, że w pewnym momencie przestało mieć znaczenie. Platforma wszystko, co miała do zrobienie w tej sprawie, już zrobiła.
http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/opinie_070827/opinie_a_2.html


Komentarze
Pokaż komentarze (11)