Przez ostatnie dwa lata sytuacja budżetówki gwałtownie się pogorszyła. Lekarze i pielęgniarki, żeby z czegoś żyć, pracują na kilku etatach. Już wkrótce Polacy wrócą z emigracji, bo praca tu będzie się opłacać, będą nas leczyć dobrze zarabiający lekarze i pielęgniarki, musimy tylko wygrać te wybory (spot PO, 2007)
„Jak pan widzi, rusza pan ręką i nogą. Ja też. Mówiło się, że będzie paraliż, a obydwaj jesteśmy sprawni.”[1] – powiedziała pani minister Ewa Kopacz odpowiadając dziennikarzowi na pytanie o kondycję służby zdrowia. Tymczasem pojawił się list mazowieckich lekarzy, którzy piszą, że sytuacja bynajmniej nie jest taka dobra, jak wynika z zapewnień pani minister[2]. W kreowaniu fałszywej rzeczywistości minister Kopacz pomagają media, zaś rekord pobił „Dziennik”, który po kilku godzinach usunął ze swojej strony internetowej informacje na temat sytuacji w szpitalach. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom i wyborczym obietnicom wygląda na to, że znów zamiast reformy jedynym pomysłem na służbę zdrowia jest gaszenie pożarów. W tej sytuacji może należało by zlikwidować Ministerstwo Zdrowia, a opiekę medyczną przypisać Waldemarowi Pawlakowi, który jako szef Ochotniczej Straży Pożarnej ma większe kwalifikacje do zarządzania tym kryzysem.
W sytuacji, gdy czytamy o tym, że szpital w Tomaszowie Mazowieckim szykuje się do ewakuacji na mrozie, sprawa przestaje być zabawna. Trudno być prawicowym blogerem w sytuacji strajku lekarzy. Pokusa, by teraz poprzeć jednoznacznie wszelkie ich działania, jako czynnik, na którym może nastąpić wymarzone wyłożenie się rządów PO jest silna. Z drugiej strony działania prowadzone przez medyków – nie da się ukryć, zdesperowanych – budzą silny sprzeciw. Warto sobie jednak przypomnieć, że poprzednio, gdy protestujący ryzykowali zdrowiem i życiem ludzkim dla kilkuset złotych podwyżki, obecni rządzacy, a ówczesna opozycja, nie mieli skrupułów, by entuzjastycznie popierać wszelkie protesty i wysyłać strajkującym to, co mieli najlepszego – koce, żarcie i profesora Geremka. PiS szczęśliwie zachowuje się na razie rozsądniej, zamiast wysłać strajkującym profesora Legutkę i Andrzeja Rosiewicza zgłasza projekty ustaw, które spotykają się z ciepłym przyjęciem OZZL. Ponieważ jednak są pisowskie, raczej nie przejdą przez obecny parlament. Zaś lekarze są zapewne bardzo zdziwieni, że choć przed wyborami byli pieszczoszkami PO, teraz nie dostają tego, czego się spodziewali i co poniekąd im obiecywano. Zamiast reform (jak twierdzi p. Kopacz na opanowanie sytuacji resort miał kilka dni, wcześniej nie można było przewidzieć tak zaskakującej klęski żywiołowej, jak unijna dyrektywa, zaś sytuacja w służbie zdrowia, tragiczna za PiS, poprawiła się przecież sama z siebie w związku z przejęciem władzy przez Tuska, przynajmniej tak się dotąd zdawało) na razie dostaliśmy odłożenie problemu na najbliższe 3 miesiące („3 miesiące to szmat czasu i za 3 miesiące będziemy rozmawiać zupełnie inaczej, my mieliśmy parę dni na przygotowanie się do nowej sytuacji. Żadna złotówka nie będzie chowana na kontach funduszu. Wszystko będzie przeznaczane na zakłady opieki społecznej.”)[3], po których zapewne usłyszymy, że nie było czasu a sytuacja wcale nie jest taka zła. Ponieważ będzie już cieplej, być może lekarze za nienajgorszą sytuację przyjadą podziękować stawiając kolejne Białe Miasteczko. Ponieważ tym razem zapewne nie odwiedzi ich już Kazimiera Szczuka z wykładem „Protesty pracownicze a świadomość kobiet”, a Hanna Gronkiewicz -Waltz nie nakarmi, może być mniej piknikowo. Determinacja może być jednak większa, więc protest znów trochę potrwa, tym razem relacjonowany raczej przez „Gazetę Polską” niż TVN 24. Na razie jednak pozostaje cieszyć się trzema miesiącami, jakie daje sobie Ewa Kopacz na rozwiązanie problemu, a w przypadku kłopotów ze zdrowiem położyć się pod kołdrą, zacisnąć zęby i poczekać, aż przejdzie, powtarzając sobie, że nie jest tak źle, bo pan rusza jeszcze ręką i nogą, i pani minister też.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)