Stefan Padło Stefan Padło
604
BLOG

Szymon Hołownia "Tabletki z krzyżykiem"

Stefan Padło Stefan Padło Kultura Obserwuj notkę 0

Książka z cyklu „odpowiedzi na głupie pytania” dla wielu zatwardziałych katoli i ortodoksów będzie zapewne nie do zniesienia. Ale toż nie do nich Szymon Hołownia swoje słowa kieruje, zatem jeżeli nawet wpadnie w ich ręce to niech zachowują się jak przypadkowi podsłuchiwacze, którym zdarzyło się być świadkami wykładu dla gimbusów – niech zmilczą i nie mają pretensji, że nauczyciel nie stosuje wyszukanej retoryki przeznaczonej dla doktorantów. Autor – co sam we wstępie podkreśla – nie jest ekspertem ani profesorem teologii, a jego ambicją nie jest kształcenie młodych naukowców. On mówi właśnie do religijnych gimbusów, do ludzi, którzy coś tam słyszeli, coś tam wiedzą, ale nie są pewni, nie rozumieją a chcieliby się wreszcie dowiedzieć jak to naprawdę wygląda i jakie są konkrety. „Tabletki z krzyżykiem” to nie jest podręcznik teologii ani naukowa dysertacja, to książka mająca w łopatologiczny sposób wyjaśnić zwykłym ludziom skomplikowane nieraz i z pozoru niezrozumiałe aspekty katolickiej nauki. Wszystko to podparte solidną bibliografią, całym ogromem cytatów pochodzących z pism autorytetów i, co najważniejsze, Katechizmem Kościoła Katolickiego, którego zapisy ilustrują każdą odpowiedź i każdy temat.

Jak to wygląda w praktyce? Weźmy sobie taki przykład – zwróciła mi na niego całkiem niedawno uwagę Przyjaciółka – otóż w Ewangelii św. Jana możemy przeczytać: „(...) Wyszedł więc Piotr i ów drugu uczeń i szli do grobu. Biegli obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na jego głowie (…)”. Stop! Nie istotne, co ujrzał, chodzi mi o stwierdzenie „wszedł do grobu”. Kiedy jako dzieci słyszeliśmy ten fragment Pisma wyobrażaliśmy sobie (przynajmniej, jeżeli o mnie chodzi) Piotra wchodzącego do grobu takiego, jaki znaliśmy z naszych cmentarzy! Piotra odsuwającego lastrykową płytę z wazonem, rozkopującego ziemię i włażącego do dołu z trumną. Nawet gdybyśmy byli – jak Jezus – Żydami mielibyśmy zapewne przed oczami macewę i faceta demolującego cmentarz. Nikt nam wtenczas nie wytłumaczył, że w Ziemi Świętej przełomu er groby to były naturalne bądź wykute przez człowieka groty skalne, do których można było swobodnie wejść...

Na pytanie o groby Hołownia akurat nie odpowiada, ale na inne – równie głupie – i owszem...

Na przykład: „czy podczas potopu utopiły się też ryby?”. Pukacie się pewnie w czoło? Niesłusznie. Jest przecież napisane, że Bóg postanowił wytracić nie tylko ludzi ale i wszelkie stworzenie pozwalając Noemu uratować jedynie po parze z każdego gatunku. No a ryby przecież należą do stworzeń Bożych, tak czy nie? Jak zatem to z nimi było? Ocalały przypadkiem bo Stwórca wkurzony na ludzi zapomniał, że dał im skrzela oraz umiejętność życia pod wodą?

Albo inne: „kim właściwie są Anioły?”. Wielu z nas się nad tym zastanawiało wyobrażając sobie przeważnie pucołowatego smarkacza z gołym zadkiem, skrzydłami i gębą wiejskiego idioty, ewentualnie długowłosego pięknisia w nocnej koszuli drepczącego za dziećmi (tak, też mi się kojarzy). Ale kim one są naprawdę, jaki mają wpływ na nasze życie, ilu ich jest? Szymon Hołownia próbuje na to pytanie odpowiedzieć posiłkując się pismami wybitnych teologów i apologetów (m.in. książką „Aniołowie i demony”... nie, nie Dana Browna ale Petera Kreefta, znawcy zagadnienia a nie podrzędnego bajarza zarabiającego ba bzdetach łykanych z nudów przez gospodynie domowe). I udowadnia, że nie są to te infantylne grubaski budzące politowanie, ale potężne istoty, wojownicy. To całkiem logiczne – po co Bogu w służbie ciamajdy w charakterze posłańców i wojska? Do tej roli (ciamajd) ma przecież ludzi. Gdyby Anioły też takie były... wiódł ślepy kulawego.

I jeszcze jedno, moim zdaniem cymesik: „czy święty od rzeczy zagubionych pomaga też na ból ucha?”. Święci specjaliści to – przynajmniej dla mnie – paradoks. No bo skoro nie modlimy się DO świętych a jedynie ZA ICH WSTAWIENNICTWEM to chyba wszystko jedno na czym się delikwent w aureoli zna i jaką prośbę chcemy przekazać za jego pośrednictwem Panu Bogu? Czy ktoś może sobie wyobrazić listonosza, który postanowił doręczać wyłącznie listy miłosne a wszystkie inne wywalać do śmieci? A jednak Hołownia i tutaj sobie poradził tłumacząc jak chłop na między wyjątkowo tępej krowie dlaczego ci wybiórczy listonosze nie zostali jeszcze na pysk z roboty wywaleni...

Szymon Hołownia tłumaczy też wiele innych rzeczy, odpowiada na głupie z pozoru pytania i robi to ze swadą reportera opisującego egzotyczne kraje. Bo też wiara jest egzotyką, jest przygodą o jakiej każdy z nas marzył będąc dzieckiem i zaczytując się w „Przygodach Tomka”, „Panu Samochodziku”, książkach Niziurskiego czy Maya. Żeby tę przygodę przeżyć wystarczy chcieć. I do tego namawia autor „Tabletek z krzyżykiem”...

Łyżka dziegciu

Swego czasu oglądałem wywiad jaki Hołownia przeprowadził z Wojciechem Cejrowskim na antenie stacji Religia TV. Co ja mówię, wywiad. Bijatykę dwóch katoli głęboko wierzących ale wierzących inaczej, czy też inaczej tę wiarę przeżywających. Mnie bardziej odpowiada Cejrowski, facet bardziej pasujący do rycerskiego zakonu niż do mediów, facet, którego bez trudu można sobie wyobrazić w garnczkowym hełmie (to takie wiadro ze szparą nasadzane rycerzowi na łeb) leje po łbach niewiernych i wrogów Pana Boga. Ale Szymon Hołownia też jest potrzebny, też ma swoje zadanie do wykonania. Przecież nikt nie wyśle przedszkolaków czy gimbusów do walki, nikt nie da im powołania do armii – najpierw muszą dojrzeć, nabyć wiedzy... no i rzecz podstawowa: kto by się odważył zadać głupie pytanie gościowi z dwuręcznym mieczem ubranym w blaszany garniak...

- - - - - - - - - -

Książka dostępna tutaj: Szymon Hołownia "Tabletki z krzyżykiem"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura