Sowiniec Sowiniec
332
BLOG

Święto Wedla

Sowiniec Sowiniec Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 55

 

             Dzisiaj ważna dawniej data: 22 lipca.
          Za czasów PRL mówiło się - oczywiście tylko w zaufanym gronie - o największym święcie komunistycznego państwa: 22 Lipca, dawny E. Wedel. Słynny zakład cukierniczy w Warszawie został bowiem po II wojnie światowej ochrzczony na nowo na cześć wydarzenia, którego kolejne rocznice z przymusu obchodziliśmy w każdym zakątku Polski Ludowej. Stąd prześmiewcze określenie: "święto Wedla".
          Skoro władza skrzętnie dbała o to, by obywatele tłumnie gromadzili się tego dnia na manifestacjach, pochodach, defiladach, festynach (z tej okazji rzucano na rynek nieco delikatesowych produktów żywnościowych i przemysłowych), to nie inaczej musiało być na obozach harcerskich, których połowa odbywała się właśnie w lipcu.
          Pozwolę sobie przywołać jedno takie wspomnienie z drugiej połowy lat 80. Prowadziłem wtedy obóz krakowskiego szczepu ZHP "Żurawie" na jeziorem Dłużek obok Czarnego Pieca. Pewnego dnia zostałem wezwany - wraz z komendantami wszystkich obozów i kolonii z okolicy - do Jedwabna (nie do głośnego od kilku lat Jedwabnego).
          Naczelnik gminy postanowił wspólnie z nami przygotować wielką fetę z okazji 22 Lipca. Wiedząc co nieco o moich poglądach politycznych (dwukrotnie byłem już wcześniej "wizytowany" podczas trwania tego obozu przez smutnych panów z olsztyńskiej Służby Bezpieczeństwa, działających pod przykrywką Sanepidu bądź kuratorium), od razu zapytał, czy powszechnie znane z niezbyt - mówiąc delikatnie - entuzjastycznego stosunku do władzy ludowej "Żurawie" wezmą udział w planowanej przez niego paradzie na rynku.
          Odpowiedziałem mu, że doceniam jego wszechstronną wiedzę o mojej osobie, jaka dotarła - bynajmniej nie oświatowym kanałem - do Jedwabna. Ale skoro już ją posiadł, to niewątpliwie wie, że ma do czynienia z ideowym piłsudczykiem. Przytaknął. Po wysłuchaniu jego krótkiej, a treściwej wypowiedzi na temat tego, co myśli o władzach w Krakowie, które komuś takiemu jak ja pozwalają prowadzić pracę wychowawczą z młodzieżą, odezwałem się w te oto słowa:
          - Panie Naczelniku, ja jestem nie tylko piłsudczykiem, ale także filozofem, a więc człowiekiem umiejącym używać rozumu i dalekim od wszelkiego fanatyzmu. Dlatego też dziwię się,że proponuje mi Pan, abym czcił ważną, ale jednak drugorzędną datę zżyciorysu Józefa Piłsudskiego. Zaaresztowanie go przez Niemców 22 lipca 1917 roku i wywiezienie później do Magdeburga nie jest przecież na tyle istotnym faktem historycznym,żeby urządzać z tego powodu defiladę młodzieży w Pańskiej wzorowej gminie.
          Naczelnik spurpurowiał i poderwał się z miejsca. Już nie mówił, tylko krzyczał:
      -   To panu 22 lipca tylko z tym się kojarzy?
          Zachowując stoicki spokój, odparłem:
          - Oczywiście,że nie. Ale chyba - znając moje zapatrywania - nie sądzi Pan,że miałbym angażować porządnie, w patriotycznym duchu wychowaną przeze mnie młodzież harcerską, do czczenia jednej z najbardziej wstydliwych rocznic w naszych najnowszych dziejach, kiedy grupa uzurpatorów postanowiła przejąć władzę w Polsce, pomimo funkcjonowania legalnego i uznawanego przez większość państw koalicji antyhitlerowskiej rządu Rzeczypospolitej na Uchodźstwie.
          Kiedy chciałem zaczerpnąć oddechu, by kontynuować historyczny wywód na oczach przerażonych komendantów innych obozów i kolonii (większość z nadania PZPR), głos zabrał nie przedstawiony nam wcześniej mężczyzna, siedzący obok Naczelnika;
          - Panie Bukowski, wystarczy. Mam nadzieję,że jest to ostatni obóz harcerski, jaki Pan prowadzi. Znajdziemy sposób,żeby przekonać kogo trzeba w Krakowie do pozbawienia Pana możliwości dalszego demoralizowania młodzieży. Może Pan już iść, a "Żurawie" nie muszą uczestniczyć w gminnych obchodach największegoświęta naszej socjalistycznej ojczyzny.
          Cóż miałem zrobić na takie dictum? Grzecznie zasalutowałem i wyszedłem.
          Tajemniczy uczestnik narady rzeczywiście znalazł drogę do moich krakowskich przełożonych. Parę tygodni po powrocie z obozu Komisja Instruktorka Hufca Kraków-Krowodrza (do którego należaly 'Żurawie") rozpoczęła przeciwko mnie formalne postępowanie "w związku z niepodjęciem tematyki 22 Lipca na obozie" oraz z publikacjami o krajowym harcerstwie, zamieszczanymi w londyńskim "Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza".
          Mimo widocznejżyczliwości jej członków (w większości mających podobne do moich poglądy), zostałem - na skutek odgórnych nacisków, idących bynajmniej nie po linii harcerskiej - odsunięty od bezpośredniej pracy wychowawczej z młodzieżą, co nie  było dla mnie jednak specjalnie dotkliwą karą, bo właśnie przekazałem szczep swojemu następcy.
          Takie jest moje najciekawsze wspomnienie o "święcie Wedla".
harcmistrz Jerzy Bukowski
Harcerz Rzeczypospolitej

 

Sowiniec
O mnie Sowiniec

filozof-fenomenolog, autor "Zarysu filozofii spotkania" i "Filozofów o godnym życiu", harcerz, publicysta prasy krajowej i polonijnej, przewodniczący Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, były reprezentant prasowy pułkownika/generała Ryszarda Kuklińskiego w Polsce

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (55)

Inne tematy w dziale Kultura