Cechą wielkiego polityka jest takie dobieranie sobie współpracowników, aby ich przyszłe osobiste ambicje nie przesłaniały naczelnego celu jakim jest dobro partii i państwa , a sprawdzianem tego są zawsze wybory w których przywództwo partii jest poddawane testowi politycznej skuteczności.
Donald Tusk mocno wierząc w dobro jakim jest PO ,wierzy równocześnie że to co dobre dla jego formacji jest dobre dla Polski. Taki tok myślenia pozwala mu usprawiedliwiać najbardziej brutalne ruchy jakie podejmuje w rządzeniu PO. Przykładów jest bardzo dużo. Pierwszy z brzegu to rozprawienie się z Rokitą , Płażyńskim i Zytą .To wszysto fakt ale, ludzie ci nigdy nie podejmowali kluczowych decyzji w PO. Po ich odejściu Tusk nie musiał się tłumaczyć z jakichkolwiek posunięć co do których by sam miał wątpliwosci .W związku z tym nie ma i nie miał żadnej chandry gdy ich usuwał.
Inaczej ma się sprawa z Jarosławem Kaczyńskim . Ma on wyjątkowego pecha co do swoich przełożonych ( Wałęsa) jak i najbliższych współpracowników.Ich lojalność często bywała problematyczna , a tego żaden przywódca szczególnie taki jak on nie mógł tolerować. Najlepszym przykładem jest tutaj rejterada całego sztabu wyborczego Pis z kampani prezydenckiej w 2010 roku . Kaczyński bardzo to przeżył. Widać to po tym jak przy każdej nadarzającej się okazji atakuje Kluzik wypominając jej Palikota . Zaś atakami na Wałęsę próbuje odwzajemnić upokorzenie jakie zafundował mu on odsuwając go z Kancelarii Prezydenta. Takie przeżycia skutkują tym że człowiek staje się nieprawdopodobnie podejrzliwy i pamiętliwy w stosunku do ludzi którzy mają inne zdanie niz ON. Może w komunikacie napisać tak- Ludzie ci są mnie nie godni.Przyjmę ich z powrotem jako synów marnotrawnych ,ale tylko wtedy jak się nawrórą czyli zaczną mysleć jak ja. ( patrz Dorn, Bielan,Ujazdowski itp.)
Taki tok rozumowania Jarosława Kaczyńskiego należy brać pod uwagę szególnie w świetle ujawnionych ostatnio depesz WikiLeaks. Ma to tym bardziej znaczenie że może on hipotetycznie, wygrać najbliższe wybory. Jeśli tak się stanie to PREMIER Kaczyński będzie musiał układać sobie stosunki z USA , a jakoś trudno to sobie wyobrazić skoro ambasador USA w Polsce Victor Ashe w 17 sierpnia 2006 r. napisał o nim pogardliwie :
,,Jarek Kaczyński ma bardzo małe doświadczenie w sprawach polityki międzynarodowej, postanowił jednak podejmować decyzje dotyczące polityki zagranicznej samodzielnie.Nie ma żadnej realnej wizji dotyczącej stosunków międzynarodowych, poza historycznie uwarunkowanym brakiem zaufania do Niemiec i Rosji, jednak instynktownie identyfikuje się z USA, co zapewnia możliwość wpływania na jego poglądy dotyczące strategii i scementowania polskiej polityki zagranicznej z interesami USA".
Takie słowa musiały bardzo obrazić Jarosława Kaczyńskiego . A wiedząc z powyższej krótkiej analizy jak bardzo wszystko bierze do siebie i jak bardzo jest pamiętliwy, można założyć na 100% , że w rozmowie z Prezydentem USA będzie to miał zawsze z tyłu głowy i że te parę zdań z WikiLeaks będzie determinowało jego postawę ze szkodą dla Polski.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)