0 obserwujących
103 notki
95k odsłon
  3125   0

Wygrałem w apelacji

 Dzisiaj przed Sądem Apelacyjnym w Krakowie zapadł wyrok. Sąd oddalił apelację Jacka Pszona, podzielając stanowisko Sądu Okręgowego co do tego, że moje działania jako autora książki "Cena przetrwania? SB wobec Tygodnika Powszechnego" ani nie stanowiły naruszenia praw osobistych powoda, ani nie były bezprawne. Chociaż w tej chwili znane jest tylko ustne uzasadnienie wyroku, słuchając go miałem wrażenie, że sąd nie miał w tej sprawie wątpliwości.

Tak więc po z górą dwóch latach nagonki na mnie, dzisiaj tej nagonce w  pewien sposób położono kres. Mogę powiedzieć: są jeszcze sądy w Rzeczypospolitej. Co się zaś tyczy ogólnospołecznego wymiaru tego wyroku, dobrze to ujął Ryszard Bocian obecny dziś w sądzie: koniec z samoproklamowaniem własnej niepodważalnej legendy przez kogokolwiek.

Ryszard ma rację. Sąd powiedział, że nie może być w demokratycznym państwie osób wyjętych spod krytyki. Sąd ustosunkowal się w ten sposób pośrednio do argumentacji strony powodowej, że skoro Mieczysław Pszon wsławił się w latach 40. i 50. niezłomną postawą, to informowanie o jego kontaktach z SB w latach 70. nie ma podstaw. Otóż to drugie nie wynika z tego pierwszego. Niby proste, ale trzeba aż było dwuinstancyjnego postępowania sądowego, żeby wykazać taką oczywistość.

Ta sprawa ma też dla mnie wymiar osobisty. Takie sytuacje stanowią pewien test. Byli tacy, którzy od początku drżeli przed tym, co ta książka może ujawnić. Ci, udając pierwotnie przychylność dla projektu, równoczesnie nie ustawali w zniechęcaniu mnie, z czasem przechodząc do form mniej zawoalowanych, włącznie z pogróżkami, które kwalifkowały się jako tzw. groźby karalne. Byli też tacy, którzy -odwrotnie - zachęcali mnie do napisania tej książki, a potem podkulili ogony po siebie, przyłączając się do nagonki na "Cenę przetwania?", a nawet publikując kłamstwa na jej temat. Byli w końcu tacy, którzy oferowali pomoc na etapie procesu, a potem przestraszyli się swojej odwagi. Zatem dzięki temu procesowi wiem więcej o wszystkich wyżej wymienionych, chociaż - przyznać muszę - nie o wszystkich z nich dowiedziałem się rzeczy zaskakujących.

Ale też dzięki temu procesowi zobaczyłem, na kogo mogę liczyć w potrzebie. Tym drugim serdecznie dziękuję. Szczególnie dziękuję tym, którzy wsparli mnie finansowo umożliwiając w ten sposób fachową pomoc prawną: Stowarzyszeniu Edukacji Medialnej i Społecznej im. Jana Liszewskiego, Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, Danucie i Zbigniewowi Skórom oraz anonimowym darczyńcom. Dziękuję tym, którzy zeznając na procesie mówili prawdę. Tym, ktorzy przychodzili na kolejne rozprawy jako publiczność. Tym, którzy wspierali mnie w jakikolwiek inny sposób. 

Solidarnośc, uczciwość, prawdomówność mają także swoją cenę nieprzeliczalną na pieniądze. Nie wystarczy ich zadeklarować, trzeba o nich zaświadczyć, gdy przychodzi czas próby. Tytułując swoją książkę "Cena przetrwania? (...)" nie spodziewałem się, że pewna trawestacja jej tytułu zacznie niebawem opisywać moją sytuację wobec kampanii pomyj i pogróżek. Ani tego, że pewna jej trawestacja, będzie opisywać sytuację tych, którzy solidaryzując się ze mną odważą się wystąpić w obronie tych podstawowych wartości - właśnie płacąc za to pewną cenę.

Prawdziwe wartości kosztują, reszta to celebrycka piana. Dziennikarstwo, które temu wyzwaniu nie jest w stanie sprostać, jest żałosne, choćby powoływało się na, nie wiem jak wzniosłą, tradycję.

Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura