Nie wiem jak w innych miastach, ale w Warszawie znowu właściwie nie ma flag narodowych. Jak w każde świeto państwowe od dwudziestu dwóch lat. Nieboszczka komuna zostawiła na każdej miejskiej latarni ulicznej po trzy tulejki. Wtedy wkładano dwie czerwone i w środku flagę narodową. Teraz tulejki puste. Jedynie na trakcie krolewskim, czyli w okolicach Palacu Prezydenckiego, Kancelarii, Sejmu i Belwederu tulejki na latarniach wykorzystane. Wszędzie indziej ulice jak co dzień. Budynki instytucji władzy centralnej i samorządowej oraz niektore korporacje / chyba wg. uznania/ owszem, przystrojone, ale jeżeli na danej ulicy takowych nie ma, to widok żałosny. Pozostają nasze obywatelskie okna i balkony - jeden wywiesi, inny nie wywiesi, przeważnie nie wywiesi. Jeszcze trzeba zwrócić honor Spółdzielniom i Wspolnotom mieszkaniowym. Wieszają obowiazkowo na wejściach do klatek schodowych. Na moim podwórku jest takich wejść dwanaście, nad dwoma wiszą flagi. W każdy daszek nad wejściem wmontowano trzy tulejki. Ostatnio wszystkie były wykorzystane 1 maja 1989 roku. Tak jest na wszystkich podworkach ponad stutysięcznej dzielnicy.
Kedy ustrój, który tak solidnie wywieszał często nie to, co trzeba i zawsze nie wtedy, kiedy trzeba, zniknął w pomroce dziejów, to już nic nie musimy i urzędnicy zawiadujący miejskimi ulicami korzystają z wolności. "Obywatelu, wywieś sobie sam" na balkonie, samochodzie. Władza nie musi.


Komentarze
Pokaż komentarze