Na pryncypialnej ulicy Ursynowa, po dwudziestu dwóch latach, zawisły flagi. Ta ulica to Komisji Edukacji Narodowej, nazwa zacna z jej "obsługą" znacznie gorzej. Ostatnie flagi państwowe widziane były na tym komunikacyjnym kręgosłupie Ursynowa - na innych ulicach także - za nieboszczki komuny. Od tego czasu nic. 3maja, 15 sierpnia, 11 listopada nic. Samorząd nie wywiesza. Wywieszają trochę spółdzielnie, mniej więcej jedna flaga na kilka wejść do klatek schodowych na poszczególnych podwórkach. Dzielnica, widać, nie leży w Polsce. Miasto też nie. W Warszawie święta świętuje tylko ciąg ulic: Krakowskie, Nowy Świat, Aleje Ujazdowskie. Podpytywałem kiedyś znajomego samorządowca dlaczego tak jest i dowiedziałem się, że tak być musi, bo te ulice to nie należą do dzielnic tylko do Urzędu Miasta, albo odwrotnie. Wszystko jedno, ale się nie da. To wolny kraj i każdy obywatel powinien - oczywiście, nie musi - ozdobić swoje okna. Sprawy we własne ręce itp. I teraz nagle na KEN flagi, na każdej latarni. Naturalnie, nie białoczerwone - Urząd Dzielnicy jest zbyt otwarty na takie ciasne szowinizmy - ale jakieś flagi. Sarmackego konia z rzędem temu, kto wie co oznaczają: górna połowa niebieska, dołem pasy żółty i czerwony, czyli barwy Warszawy. Może to flaga Ursynowa, ale skąd mieszkaniec ma wiedzieć skoro po raz pierwszy ją zobaczyl. Mniejsza o to, jakieś flagi wiszą czyli jednak można. Pod Urzędem zawisła tęczowa, może to ma jakiś związek? W dzielnicy mamy świętować Tydzień Równośći. To jest święto, a może nawet Święto, a nie jakieś tam niepodległości czy inne bitwy warszawskie /z małej to, z małej/.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)