TVN24 uraczył widzów trasmisją z posiedzenia Komisji Antoniego Macierewicza podsumowującą stan jej badań. No ale że takich ekscesów nie można zostawić bez komentaża, to komentaż był. Po transmisji red. Miecugow mówił w studiu mniej więcej to, co zawsze ta stacja mówi, ale był nowy element. Komentował informację, że najniżej samolot był na 18-stu metrach nad gruntem zanim trajektoria jego lotu, jak pokazywal przedstawiany wykres, gwałtownie się urwała.. Oczywiście - z grymasem wyższości - wysokość decyzji, to 100, a nie 18 metrów. Że na 100 metrach piloci mówią "odchodzimy" a mimo to samolot nie odchodził, to redaktor pominął. To, że brzoza ścięta na 5-ciu metrach, a samolot na 18-stu, to tę informację też pominął i miażdżąco i z zaangażowaniem na temat, że samolot nie ściął brzozy:"Nawet jeżeli byli na 18-stu nad gruntem... ja byłem przy tej brzozie, ona jest mniej więcej 40-sto metrowa". Jeszcze raz, redaktor był przy tej brzozie, czyli przy jej pięciometrowym ułomku i ona, ciągle ta sama zlamana brzoza jest 40-sto metrowa.
Jak bardzo chce się usłużyć, to i zagalopować się można i Pana zamiast ucieszyć można ośmieszyć taką nieokiełznaną ochotą służenia. O służącym to nie ma co mówić, tam już wstyd poszedł dawno precz.
Gdy się chciało bardzo usłużyć i wyrazić wdzięczność za łaski, to -panie dzieju - przed wojną było na przykład tak. Edward Dziewoński jako pacholę poszedl ze swym ojcem, zamożnym dyrektorem teatru, do fryzjera. I tam taki umyślny od czyszczenia panom marynarek i podawania płaszczy dostał od seniora Dziewońskiego złotówkę. To był duży napiwek, jak na okoliczności. Oczywiście zgiął się w ukłonie głębszym niż zwykle, ale to co przy tym powiedział, junior Dziewoński zapamiętał na całe życie. Ow fryzjerski pomagier powiedzial mianowicie:"spluwaczka Pana Dyrektora".
Ja tam byłem, Panie Premierze, Ministrze, Prezydencie, ta brzoza jest 40-sto metrowa.
Tak przy okazji - nie ma w przyrodzie 40-sto metrowych brzóz.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)