challenger challenger
336
BLOG

Rosyjskie drony nad Polską - moje przemyślenia

challenger challenger Technologie Obserwuj notkę 103
Jeśli spośród wielu obiektów wykrytych przez radary trafnie "wyłuskano" i zestrzelono potencjalnie niebezpieczne drony bojowe, a wabikom dano spokój, wiedząc, że nie są groźne, a strzelanie do nich jest nieekonomiczne (...) - świadczyłoby to dobrze o możliwościach naszego sprzętu radiolokacyjnego, umiejętnościach jego operatorów i decyzjach dowódców.

Minęło kilka tygodni od wtargnięcia rosyjskich dronów w przestrzeń powietrzną Polski i wywołanych tym działań polskiego i sojuszniczego lotnictwa bojowego. Działań, które wielu komentatorów uznało za kompromitację naszej obrony powietrznej, bo z około 20 dronów zestrzelono tylko trzy lub cztery. Szum medialny wokół tego tematu nieco ucichł, przykryty innymi wydarzeniami. Ja jednak wciąż próbuję zrozumieć co faktycznie się wydarzyło w nocy z 9 na 10 września 2025 roku i jak to interpretować.

Z mojego punktu widzenia kluczowa jest informacja, na którą natknąłem się w sieci, że operatorzy urządzeń radiolokacyjnych potrafią odróżnić nieuzbrojone drony-wabiki, które nie są przeznaczone do atakowania celów na ziemi, tylko "robią zamieszanie" na ekranach radarów, od dronów bojowych, potencjalnie wyposażonych w głowicę wybuchową i mogących wyrządzić poważne szkody na ziemi. Zgodnie z tym co przeczytałem, odróżnienie jednych od drugich opiera się między innymi na analizie trajektorii lotu śledzonego obiektu, jego odbicia radarowego oraz ilości emitowanego przez niego promieniowania cieplnego (drony bojowe są cięższe, w związku z czym mają mocniejszy silnik, który wydziela więcej ciepła niż lekki silnik dronów-wabików).

W połączeniu z oficjalnymi komunikatami polskiego wojska, głoszącymi, że feralnej nocy "zneutralizowano obiekty mogące stanowić zagrożenie" (podkreślenie moje), może to oznaczać, że Rosja wysłała w naszą przestrzeń powietrzną kilka dronów bojowych (jednak zapewne z neutralnym balastem zamiast głowicy wybuchowej, bo nie o zniszczenie konkretnych celów najprawdopodobniej jej chodziło) "ukrytych" w roju kilkunastu dronów-wabików. Celem wojskowym tej operacji było najpewniej przetestowanie możliwości naszej obrony powietrznej w zakresie odróżniania jednych od drugich i neutralizacji tych, które stanowią realne zagrożenie, a politycznym - sprawdzenie reakcji i solidarności NATO na prowokację sytuującą się blisko (ale wciąż poniżej) poziomu otwartej agresji.

W takim razie fakt, że z ok. 20 obiektów, które wtargnęły nad Polskę, zestrzelono zaledwie trzy lub cztery, nie musi stanowić dowodu na nieskuteczność naszej obrony powietrznej. Przeciwnie - jeśli spośród wielu obiektów wykrytych przez radary trafnie "wyłuskano" i zestrzelono potencjalnie niebezpieczne drony bojowe, a wabikom dano spokój, wiedząc, że nie są groźne, a strzelanie do nich jest nieekonomiczne i może spowodować większe szkody na ziemi niż pozwolenie, aby po wyczerpaniu paliwa same łagodnie osiadły gdzieś na polach i drzewach - świadczyłoby to dobrze o możliwościach naszego sprzętu radiolokacyjnego, umiejętnościach jego operatorów i decyzjach dowódców. Pokazano Rosjanom, że potrafimy trafnie rozpoznawać zagrożenie i reagować na nie w odpowiedni sposób.

W tej potencjalnej beczce miodu jest jednak łyżka dziegciu. Co najmniej jedna z wystrzelonych rakiet powietrze-powietrze nie trafiła w cel, o czym świadczy dziura w dachu domu w Wyrykach. Czy przyczyną tego była awaria sprzętowa czy aktywne przeciwdziałanie (zakłócanie naprowadzania radiolokacyjnego) ze strony Rosjan? Na pierwszą możliwość wskazuje fakt, że rakieta, po utracie kontaktu z celem, nie uległa samolikwidacji (jak powinno być) ale leciała dalej aż do uderzenia w ziemię (dom). Z drugiej strony żadne samonaprowadzające się pociski nie są skuteczne w stu procentach i nawet bez awarii ani zakłócania jakaś ich część z natury rzeczy nie trafia w cel, tym częściej im jest on mniejszy i niżej lecący. Mam nadzieję, że ta kwestia zostanie wyjaśniona.

PS. Już po napisaniu tego tekstu natrafiłem na FB na post cytujący polskiego Szefa Sztabu Generalnego, który stwierdził, że "przepuszczano wabie (Gerbery) zaś w ramach operacji sojuszniczej NATO na polskim niebie zarówno holenderskie F-35A jak i polskie F-16 strzelały do tego co zostało uznane za zagrożenie". Zatem moje przypuszczenia nie są całkiem wydumane.

challenger
O mnie challenger

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (103)

Inne tematy w dziale Technologie