Marszałek Bronisław Komorowski w końcu się przełamał. Po wielu miesiącach "popierania" Donalda Tuska, z pewną taką nieśmiałością przyznał, że "podejrzewany" był słusznie...
- Mam ambicje i uważam perspektywę wyborów prezydenckich za wspaniałe zwieńczenie kariery politycznej - wydusił z siebie w telewizyjnym programie Bronisława Wildsteina.
To szczególnie miła niespodzianka dla tych, którzy sądzili, że nadmierna "nieśmiałość" i prezentowany miesiącami "brak orientacji", dyskwalifikują Komorowskiego jako kandydata do objęcia prezydenckiego stołka.
Parafrazując JKM można powiedzieć: "Kandydat rżnął głupa".
Dla przypomnienia: Lud musiał się nieźle natrudzić, aby Go "przekonać".
Poważni politycy czasem lubią pobawić się w Indian. Ot, np. molestowany przez sprzątaczki marszałek Bronisław Komorowski....
Co powiedział przyszły kandydat PO bezpośrednio przed "decyzją Donalda Tuska"?

(niepoprawni.pl)
"Wiem, że od jakiegoś czasu jestem wśród "podejrzanych" do kandydowania na prezydenta, ale poczekajmy na premiera. Ja oczekuję, że będzie kandydował, bo to nieomal gwarancja sukcesu".
Bronisław Komorowski
Nie wiedział jaka będzie decyzja, nie domyślał się... No przecież nas nie oszukuje...
Jamajskiego Indianina lubi też udawać rzecznik Marszałka, Jerzy Smoliński, zręcznie tłumaczący dlaczego Komorowski "odpalił" właśnie swoją nową stronę internetową. "Przypadkowo", bezpośrednio przed ogłoszeniem kadydata PO w wyborach prezydenckich.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)