190 obserwujących
1207 notek
1093k odsłony
  692   0

Agent dezinformacji (1)

Sowieci byli niezaprzeczalnymi specjalistami od dezinformacji, a dezinformacja była częścią tego, co stratedzy szpiegostwa nazywają „działaniem aktywnym”, mającym na celu zmylenie przeciwnika.


     W tym celu należało wybrać osobę obdarzoną odpowiednimi zdolnościami i bystrym umysłem, należącą do środowisk bliskich władzy, która dzięki szczególnej sytuacji może być podejrzewana o posiadanie bardzo ważnych informacji. I ten człowiek będzie kolportował w odpowiednich kręgach przekazywane mu stosownie spreparowane informacje.


    Dla Sowietów był to równoległy – równie ważny - nurt dyplomacji funkcjonujący dzięki  wpływowemu agentowi, przekazującemu otrzymane „poufne wiadomości” odpowiednim znaczącym osobistościom z Zachodu.


     Jednym z takich sowieckich asów dezinformacji był Wiktor Louis, zmarły w 1992 roku sowiecki dziennikarz, pracujący głównie dla prasy zachodniej.


    Wiktor Louis, urodzony pod koniec lat dwudziestych, w rzeczywistości nazywał się Witalij Eugeniewicz Loui (Loui bez s na końcu). Uważał się za dalekiego potomka francuskich hugenotów, którzy uciekli z Francji po odwołaniu edyktu nantejskiego. Wedle innych informacji, jego prawdziwe nazwisko brzmiało „Lewin".


    Wiktor Louis studiował prawo i języki obce – dzięki czemu znakomicie władał  językami angielskim i francuskim. Karierę zaczynał jako tłumacz dwóch ambasad - Nowej Zelandii i Szwecji. Obywatele sowieccy pracujący dla zachodnich dyplomatów z reguły byli agentami KGB.


    Pod koniec lat czterdziestych został aresztowany i zesłany do gułagu.  Według jednych źródeł, miał zostać oskarżony o szpiegostwo, podczas gdy inni uważali, że został skazany za
handel dewizami.


    Został zwolniony po śmierci Stalina. Wedle Sołżenicyna, który poznał go w gułagu, był obozowym donosicielem. Uwolnienie zawdzięczał więc kolaboracji z obozową bezpieką.


    Po zwolnieniu z obozu został skierowany na „odcinek dziennikarski”. Został asystentem słynnego korespondenta brytyjskiego w Moskwie Edmunda Stevensa z „Sunday Times”. Ta wyjątkowa współpraca z dziennikarzem zachodnim nie mogłaby dojść do skutku bez zgody KGB.


    Bardzo szybko zadomowił się w świecie prasy zachodniej, jego artykuły pojawiały się w wielu liczących się gazetach europejskich, takich jak „Daily Mail”, „Bild-Zeitung”, „France Soir”, a zwłaszcza w brytyjskim „Evening News”, któremu dostarczał obficie „gorących newsów”. Zdarzało mu się również wysyłać artykuły do prestiżowego amerykańskiego dziennika „Washington Post”.


     Podczas gdy większość mieszkańców stolicy ZSRS  gnieździło się w ciasnocie mieszkań komunalnych, Wiktor Louis mieszkał w  luksusowym sześciopokojowym apartamencie z widokiem na Prospekt Lenina, wyposażony w najnowocześniejsze, sprowadzone z Zachodu sprzęty kuchenne i meble. Miał również daczę pod Moskwą, w okolicy zarezerwowanej dla sowieckiej nomenklatury. Na terenie daczy znajdował się podgrzewany basen i  kort tenisowy, a piwnica pełna była najbardziej wyszukanych win. Wiktor Louis dysponował również kilkoma samochodami, w tym jednym porsche. Dziennikarz kolekcjonował ikony i dzieła sztuki.


    W sytuacji gdy większość obywateli sowieckich nie miała szans wyjechać zagranicę, Louis mógł podróżować swobodnie po całym świecie. Na wydawanych przez niego na daczy wystawnych przyjęciach spotykała się śmietanka aktualnie przebywających w Moskwie dyplomatów i dziennikarzy zachodnich.


     Wiktora Louisa spotykało się tam, gdzie działo lub miało się dziać coś ważnego. Był uroczym, bardzo sympatycznym i zawsze eleganckim mężczyzną – wysoki, szczupły, dystyngowany. Grube okulary nadawały mu wygląd intelektualisty.


     Swój sukces zawdzięczał licznym poufnym informacjom, które tylko on jeden rozpowszechniał. Były to informacje, które przywódcy ZSRS z rożnych powodów chcieli przekazać na Zachód, lecz nieoficjalnymi kanałami. Te wiadomości zawsze pochodziły z najlepszych źródeł i były absolutnie prawdziwe.


    Bardzo ważne było, aby Wiktora Louisa uważano na Zachodzie za prawdziwego dziennikarza, gdyż od tego zależał dalszy ciąg operacji, to znaczy wykorzystanie go w przyszłości do działań dezinformacyjnych.


    Louis, aby zdobyć całkowite zaufanie kolegów zachodnich, musiał stwarzać wrażenie, że jest człowiekiem przenikliwie obserwującym otoczenie, który dostrzegał ułomności reżimu sowieckiego i który jest w stanie drwić ze sztywności i prymitywizmu niektórych członków kierownictwa partii komunistycznej.


     Obdarzony poczuciem humoru,  dysponował godną podziwu kolekcją kawałów antysowieckich, różnych anegdot, wiadomości przypisywanych mitycznemu Radiu Erewań, które zapewniały mu wielkie sukcesy towarzyskie na salonach przedstawicieli zachodnich mediów. Louis pytał na przykład: „Czy wiecie jak rozwiązuje się u nas problemy rolnictwa? To bardzo proste - zmienia się nazwę przedsiębiorstwa eksportu zboża na przedsiębiorstwo importu zboża”. Kiedy indziej zadawał pytanie: „Czy wiecie, dlaczego dziś futrzane czapy są tak rzadkie, podczas gdy było ich mnóstwo za Stalina?”. I sam odpowiadał: „Ponieważ za Stalina ścinano więcej głów ludzkich niż głów zwierząt futerkowych”.


    Louis miał jeszcze jednego asa w rękawie – była nim jego żona - Jennifer, urocza, inteligentna Angielka, z którą wydawał swojego rodzaj moskiewski „Who is who” . Trzeba pamiętać, iż w tym czasie nie wydawano w Sowietach książek telefonicznych.  Razem z Jennifer zaadaptowali dla sowieckiej publiczności słynną amerykańską komedię muzyczną „My Fail Lady”.


    Wiktor  poznał Jennifer, kiedy była guwernantką dzieci attaché brytyjskiego w Moskwie. Bez wątpienia nie przez przypadek zainteresował się tą młodą i piękną kobietą. Zapewne zrobił to na polecenie swych mocodawców z Łubianki. Małżeństwo z Angielką odpowiadało wizerunkowi, jaki Wiktor Louis chciał wykreować – „liberalnego, nowoczesnego światowego człowieka”.


    Erik de Mauny, dziennikarz, korespondent w Moskwie, w 1981 roku tak opisał Louisa w czasopiśmie „L’Express”: „Najlepszym panem domu w Moskwie jest radziecki obywatel nazwiskiem Wiktor Louis, tuż po pięćdziesiątce. Jego żona, blondynka o imieniu Jennifer, „szykowna i ma styl”.  Mają troje dzieci, które wychowują się w połowie w ZSRR, w połowie w Wielkiej Brytanii. Louis posiada przede wszystkim apartament z widokiem na Prospekt Lenina i obszerną trzykondygnacyjną daczę z prywatnym parkiem w uprzywilejowanej strefie Bachowka, leżącej na północny zachód od Moskwy, gdzie normalnie cudzoziemcy nie mogą wjeżdżać bez zezwolenia. Otóż w tej właśnie Bachowce Wiktor Louis przyjmuje gości. Starannie dobrane towarzystwo, spotyka się tu zazwyczaj wielu ambasadorów i garstka korespondentów prasy zachodniej. Ale rzadko bywają obywatele radzieccy. W tej posiadłości Louis lubi olśniewać przybyłych swoją piwnicą, pełną butelek z najwyborniejszymi winami, przechowywanymi w odpowiedniej temperaturze; swoją wspaniałą kolekcją dzieł sztuki, gdzie obok ikon wiszą płótna rozmaitych mistrzów i gdzie stoją pięknie rzeźbione meble; skomplikowaną aparaturą najwyższej jakości, kolorowymi telewizorami, kuchnią urządzoną wedle ostatniej mody i najnowszym sprzętem gospodarstwa domowego. Do tego należy jeszcze dodać basen, kort tenisowy, obszerny garaż, w który parkują porsche, land rover i biały mercedes 300”.


     Pytany o źródła swego majątku, oświadczał, że tak luksusowy styl życia zapewniają mu wyłącznie jego artykuły pisane dla dzienników zachodnich, które płacą mu w dewizach, a nie w rublach. Nawet te dewizowe dochody nie pozwoliłyby mu  prowadzenie życia na takim poziomie. W rzeczywistości Wiktor Louis dysponował innymi źródłami dochodów, pochodzących zapewne z Łubianki.


     Wiktor Louis publikował głośne artykuły podejmujące „gorące tematy", I tak, jako pierwszy w 1961 roku oznajmił, że przywódcy sowieccy zdecydowali się usunąć zwłoki Stalina z mauzoleum, w którym spoczywały obok szczątków Lenina. W 1965 roku z  12-godzinnym wyprzedzeniem wobec agencji TASS ogłosił  upadek Chruszczowa i odsunięcie go od władzy. To wszystko sprawiło, iż uchodził w oczach swoich zachodnich kolegów za jedną z najlepiej poinformowanych osób w Moskwie.


CDN.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura