198 obserwujących
1291 notek
1158k odsłon
  340   0

Aliancka misja w Polsce (1)

W końcu grudnia 1944 roku wylądowała w okupowanej Polsce brytyjska misja wojskowa, o kryptonimie „Feston”


     W obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej do przedwojennych granic Rzeczypospolitej, Mikołajczyk zwrócił się w lutym 1944 roku do  Churchilla z propozycją  wysłania do Polski misji wojskowej, która miała koordynować pomoc militarną aliantów dla Armii Krajowej oraz uczestniczyć w ujawnianiu przed Sowietami ośrodków Polskiego Państwa Podziemnego. Rząd brytyjski nie podjął jednak tematu.


     Wrogi stosunek Sowietów do żołnierzy AK oraz przedstawicieli państwa podziemnego, aresztowania, mordy i wywózki Polaków w głąb ZSRS sprawiły, iż w końcu marca 1944 roku szef Oddziału Specjalnego Sztabu Naczelnego Wodza płk. Michał Protasewicz w piśmie do szefa Sekcji Polskiej Kierownictwa Operacji Specjalnych (SOE – Special Operations Executive) ppłk. Perkinsa zaapelował o przysłanie komisji międzyalianckich w związku z likwidowaniem oddziałów AK na Wołyniu przez dowódców Armii Czerwonej.


    W kolejnych tygodniach Mikołajczyk poruszał ten temat w trakcie rozmów z Churchillem oraz zastępcą sekretarza stanu USA Edwardem Stettiniusem. Brytyjczycy uzależniali jednak wysłanie takiej misji od wcześniejszego porozumienia rządu RP z władzami sowieckimi. Mikołajczyk miał nadzieję, iż obecność w Polsce Brytyjczyków może spowodować zmianę postępowania Sowietów wobec Polaków.

     Dopiero w dniu kapitulacji powstania warszawskiego, 2 października 1944 roku rząd brytyjskim zgodził się wysłać ww. misję do Polski.  Trzy dni później ppłk Harold Perkins poinformował zastępcę szefa sztabu Naczelnego Wodza, gen. Stanisława Tatara, o postanowieniu natychmiastowego wysłania do Polski misji, składającej się z trzech oficerów, pod kierownictwem doświadczonego w podobnych operacjach na terenie Jugosławii płk. Ouane'a T. Hudsona.  W grupie tej miał znaleźć się też polski „cichociemny", por. Antoni Nikodem Pospieszalski.

     Ppłk Perkins podkreślał, iż „Jesteśmy przygotowani, że po przybyciu tych obserwatorów do m[iejsca] p[ostoju] Nacz[elnego] Dowództwa Armii Krajowej i rozejrzeniu się w sytuacji, będą oni musieli powołać dalszych obserwatorów dla stworzenia podośrodków obserwacyjnych w głównych ośrodkach oporu AK. To jednakże będzie zależeć od rozwoju sytuacji i informacji, które od nich otrzymamy”.

      Natychmiast potem gen. Tatar rozpoczął przygotowania do zorganizowania zrzutu z misją brytyjską. 13 października 1944 roku przerzucono drogą lotniczą uczestników misji do bazy w Brindisi na południu Włoch. W nocy z 16 na 17 października zrzucono pod Piotrkowem płk. Romana Rudkowskiego „Rudego”, który miał poczynić przygotowania do przyjęcia misji w Polsce.

     Tymczasem sytuacja nagliła. Informacje z Polski były coraz bardziej dramatyczne. Szef sztabu Okręgu Lublin pisał: „Stałe obławy milicji obywatelskiej dla oczyszczenia terenów z żołnierzy AK w powiecie lubelskim. Bez sądu rozstrzelała 38 żołnierzy AK. Propaganda PKWN nazywa nas bandytami, mordercami, faszystami, pachołkami Hitlera itp. Oficerowie i żołnierze AK internowani w Brześciu, wywiezieni do Kazania względnie Riazania. Terror NKWD taki sam jak Gestapo. Interwencja konieczna. Sowieci mówią, że wojna z Polakami i z Anglią nieunikniona. Rabują mienie państwowe i prywatne, wywożąc na wschód. Oburzenie i rozgoryczenie ludności bardzo duże, może dojść do walki”.

     W związku z przebywaniem w Częstochowie gen. Okulickiego, z którym misja aliancka miała się spotkać, zrzut planowano zrealizować w pobliżu tego miasta. Ostatecznie wybrano zrzutowisko „Ogórek” na polach wsi Bystrzanowice.

    Częstochowscy partyzanci mieli spore doświadczenie w przyjmowaniu zrzutów. Tą drogą otrzymywali często broń, amunicję, lekarstwa, radiostacje nadawczo-odbiorcze, sprzęt saperski, mundury oraz pieniądze. Zrzutowiska ochraniane były przez doświadczone oddziały leśne. Zrzucony z samolotów ładunek zabierano do ukrytych bunkrów.

     Zadaniem alianckiej misji było ustalenie, jakie stosunki panują między AK a Armią Czerwoną oraz dołożenie starań do ewentualnej ich poprawy. Brytyjczykom nie wolno było brać udziału w walkach, chyba że w obronie własnej. W skład grupy wchodzili: płk Duane T . Hudson, kpt. Tonny Currie (Antoni Pospieszalski), mjr Peter Solly-Floock, mjr Peter Kemp, mjr Alun Morgan oraz st. sierż. Donald Galbraith

     W nocy z 21 na 22 października podjęto pierwszą próbę dokonania zrzutu. Jednak ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne próba okazała się nieudana. Podobnie zakończyła się druga próba w dniu 18 listopada.

      Po dymisji Mikołajczyka rząd brytyjski czasowo (27 Xl-22XII) wstrzymali przylot ich misji do Polski. Nowy polski premier Tomasz Arciszewski nie był politykiem takim uległym wobec Brytyjczyków, jak jego poprzednik.

     W Boże Narodzenie 1944 roku podjęto kolejną próbę zrzutu misji. Samolot, który wystartował z bazy w Brindisi we Włoszech, doleciał nad Polskę. Jednak krążący blisko godzinę nad „Ogórkiem” i lotniskami zapasowymi pilot „Liberatora” Edmund Ladro i jego załoga, w której znajdował się wybitny polski lotnik gen. Ludomił Rayski, nie dostrzegli świateł placówek, musieli zawrócić.

Dopiero następnej nocy z 26 na 27 grudnia udało się zrzucić nad Bystrzanowicami wszystkie zasobniki i paczki. Wyskoczyli też skoczkowie (pięciu, gdyż mjr Alun Morgan został wycofany z misji ze względu na stan zdrowia).

     W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia, w kilka minut po godzinie 21 por. Franciszek Makuch „Roman” (kierownik referatu przerzutów powietrznych AK) przyjął na zrzutowisku o kryptonimie „Ogórek” w Bystrzanowicach Brytyjską Misję Wojskową w Polsce "Freston”. Polscy partyzanci pomogli przybyszom zwinąć spadochrony, szybko zgasili rozpalone na zrzutowisku ogniska i załadowali na wozy pojemniki z bronią, zrzucone przez „Liberatora”.

      Do pierwszej osłony Brytyjczyków został przydzielony oddział por. Stanisława Wencla „Twardego”, liczący wówczas około 40 osób, w tym kilku Anglików - jeńców zbiegłych ze Stalagu 334 Lamsdorf (Łambinowice).

     „ Lądowanie nie odbyło się całkiem bez przygód. – wspominał potem Antoni Pospieszalski -  Hudson i Kemp potłukli się na zamarzniętej grudzie, ja wyskoczyłem o parę sekund za wcześnie i wylądowałem sam jeden w polu daleko poza placówką. Ale po niespełna godzinie znaleźliśmy się wszyscy nie tylko na placówce pod serdeczną opieką oddziału por. Twardego, ale i w przestronnym wiejskim domu, przy suto zastawionym stole, w towarzystwie całej masy ludzi, żołnierzy i cywilów, starych i młodych, dostojnych pań i uroczych dziewcząt. Nie wyglądało to bardzo konspiracyjnie. A jednak czuliśmy się całkiem bezpiecznie, brytyjski mundur (bo byliśmy w battledressach) zdawał się rzeczą tak samo naturalną jak w Anglii. Na samym wstępie przekonaliśmy się namacalnie, że noc w okupowanej Polsce jest polska. Moi brytyjscy towarzysze byli bardziej zdumieni niż ja. Ponieważ na okres zimowy w oddziałach pozostali tylko dobrze umundurowani i uzbrojeni żołnierze, a dowództwo przed odbiorem tak ważnych gości wyposażyło ich dodatkowo w nowe mundury, broń i amunicję, płk Hudson już na wstępie miał powiedzieć: Kiedy startowaliśmy [... ] żegnała nas polska kompania wojsk regularnych, po wylądowaniu wita nas polska kompania partyzancka. Nie widzę między nimi różnic”.


CDN.


Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura