198 obserwujących
1291 notek
1158k odsłon
  435   2

Powojenna dyskryminacja przeciwników Hitlera (2)

Dopiero w latach 80. zaczęto doceniać w RFN  niemieckich przeciwników Hitlera.
 

     Po wojnie dysydenci III Rzeszy znaleźli się w Niemczech w bardzo trudnej sytuacji. Nie byli  specjalnie akceptowani ani przez władze alianckie, ani przez nowe elity wywodzące się w pierwszych latach najczęściej ze środowisk politycznych Republiki Weimarskiej.


        Dobrym przykładem  był sposób, w jaki potraktowani zostali dawni przeciwnicy reżimu przez gremium doradcze przy komendancie brytyjskiej strefy okupacyjnej. Zwrócili się do niego w 1946 roku z prośbą o polityczne wsparcie. Jego przewodniczący Konrad Adenauer odrzucił ich podanie, wskazując, że „większość dysydentów początkowo sympatyzowała z faszystami i dopiero, kiedy zrozumieli, że wojna jest przegrana, postanowili wystąpić przeciwko Hitlerowi”.


        Kierowana przez Adenauera CDU również w następnych latach konsekwentnie występowała przeciwko środowiskom byłych dysydentów III Rzeszy.


       W tej debacie  ważne znaczenie miał proces przeciwko Walterowi Huppenkothenowi, wysokiemu  oficerowi Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, kierownikowi grupy dochodzeniowej prowadzącej śledztwo w sprawie zamachu z 20 lipca 1944 roku.  Zarzucano mu przeprowadzenie pozorowanego procesu i tym samym oskarżono o zamordowanie czołowych dysydentów III Rzeszy.


        W czerwcu 1956 roku został ostatecznie uniewinniony wyrokiem Federalnego Trybunału Sprawiedliwości, który uznał, że  w sytuacji, kiedy państwo znajduje się w stanie poważnego zagrożenia swojego bytu, może ono zalegalizować skrócone procedury przewodów sądowych.


        Federalny Trybunał Sprawiedliwości tym wyrokiem usankcjonował wszystkie kary wydane na dysydentach III Rzeszy. Uznano bowiem, że w sytuacji zagrożenia likwidacji państwa wyroki śmierci nałożone na zdrajców były legalne i uzasadnione. W ten sposób eksterminacja dysydentów III Rzeszy otrzymała w Republice Federalnej nowe ramy prawne i została powtórnie zalegalizowana.

       Świadomość istnienia środowisk opozycyjnych wobec rządów Hitlera  musiała być bardzo nieprzyjemna dla wszystkich, którzy usprawiedliwiali swój udział w zbrodniach reżimu niemożliwością działania opozycji. Unikano zatem porównań własnych postaw z działaniami dysydentów i konsekwentnie w tej kwestii milczano.


       Po wojnie znaczna część Niemców zarzucała uczestnikom zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 roku, iż na skutek ich zdrady doszło do szybszego załamania frontu zachodniego. Przy różnych okazjach zarzucano im także tchórzostwo i nieudolność. Dysydentów związanych z ruchem 20 lipca pomawiano również o złamanie przysięgi wojskowej i odmowę posłuszeństwa, co wówczas uchodziło za czyny wyjątkowo haniebne. Wyrazicielem społecznych nastrojów był niewątpliwie admirał Max Bastian, który we wspomnieniach podkreślił, iż  „zamach stanu z 20 lipca 1944 roku był zdradą państwa, podważał fundamenty wierności i wiary w naszą narodową wspólnotę. Była to zbrodnia, dla której w zdrowym społecznym odczuciu nigdy nie będzie wyjaśnienia, czy tym bardziej usprawiedliwienia”.


         W czerwcu 1951 roku próbę zamachu na Hitlera jednoznacznie potępiało 30% Niemców w RFN.  Pozytywnie o próbie zamachu stanu wypowiedziało się 49% respondentów.

        Dopiero 10. rocznica próby zamachu stanu z 20 lipca 1944 roku przyniosła pewną zmianę.  W prasie pojawiły się pierwsze artykuły o uczestnikach zamachu, a w 1955 roku przemianowano ulicę Bendlera w Berlinie na ulicę Stauffenberga. W latach 1955–1964 bojownikom związanym z ruchem 20 lipca 1944 roku zbudowano też kilka pomników.


        Najważniejsze znaczenie miało przemówienie prezydenta Teodora Heussa, wygłoszone 19 lipca 1954  roku na Uniwersytecie w Berlinie. W niemieckiej świadomości historycznej miało ono rewolucyjny charakter, ponieważ prezydent publicznie uznał dysydentów za bohaterów narodowych


       Dla niemieckich elit politycznych antyhitlerowski ruch oporu stał się, propagandowym dowodem, że nie wszyscy Niemcy uczestniczyli w zbrodniach.  Odwołanie się do Oporu związanego z zamachem stanu z 20 lipca 1944 roku dobrze wpisywało się w nowy model ustrojowy Niemiec, którego ważnym elementem było przypisanie elitom szczególnej roli w państwie.


       W przemówieniach polityków coraz częściej pojawiały się  nawiązania do tradycji zamachu stanu z 20 lipca 1944 roku. W większości z nich konsekwentnie podkreślano, że w próbie zamachu stanu udział wzięli przedstawiciele różnych grup. Wskazywano również, że w przygotowaniach do zamachu uczestniczyli najlepsi i najszlachetniejsi przedstawiciele narodu.


       Jednocześnie jednak starano się nie drażnić i nie obrażać dawnych elit urzędniczych, sądowniczych i wojskowych, którym  udało się na powrót zdobyć wpływowe stanowiska w nowej powojennej rzeczywistości.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura