claroklara claroklara
232
BLOG

Nie jestem terrorystką!

claroklara claroklara Kultura Obserwuj notkę 17

Bardzo stary wywiad, który wrzucam, bo mam już dość tego gejsotwa na mojej stronie:

 

Nie jestem terrorystką!

 

Latifę poznałam na pierwszym roku studiów filologii, na Uniwersytecie Warszawskim. Początkowo wszyscy podchodziliśmy do niej z zaciekawieniem, ale nieufnie. W zielonej kurtce przypominała terrorystów ze zdjęć na pierwszych stron gazet. Kiedy jednak zaczynała mówić i patrzyła swoimi dużymi, dziecięcymi oczami prosto w oczy rozmówcy, czuliśmy się dobrze i komfortowo w jej towarzystwie. Szybko nawiązała nowe przyjaźnie i zainteresowała nas wschodnią kulturą. Zawsze roześmiana i otwarta, przyciągała uwagę wysokim wzrostem i kolorowymi chustami, kryjącymi jej długie, ciemne włosy, które miałyśmy okazje podziwiać w damskiej toalecie, gdy poprawiała wiązanie.

- Chodziłaś do gimnazjum prowadzonego przez siostry zakonne? To była decyzja twoja czy mamy?
- Chodziłam do gimnazjum i do liceum prowadzonego przez zakonnice. Do gimnazjum posłała mnie mama, bez moich sprzeciwów, a później po prostu zostałam - kwestia przyzwyczajenia.

- Dobrze wspominasz tamten okres w swoim życiu? Z tego, co wiem, nadal utrzymujesz kontakt z koleżankami z tamtego okresu i jednym księdzem?
- Dlaczego miałabym źle wspominać?! Oczywiście, że utrzymuję kontakt z koleżankami z tamtej szkoły, to wspaniałe dziewczyny! Cieszę się, że miałam możliwość je poznać i spędzać z nimi czas! A co do księdza - ojca dominikanina - to chyba wyjątek wśród księży i osób konsekrowanych. Zmienił moje życie, podtrzymał na duchu, mogę powiedzieć, że jest moim szczerym przyjacielem.

- W takim razie, co popchnęło cię do przejścia na islam? Miałaś jakichś
przyjaciół tego wyznania?
- Przyjaciół, muzułmanów? Wtedy jeszcze nie. To nie był impuls, nie wyglądało to tak, że obudziłam się rano jako katoliczka i kiedy szłam ulicą, coś mnie tknęło i na wieczór byłam już muzułmanką. To dojrzewało we mnie. Pierwszą styczność z islamem miałam w momencie, kiedy pisałam pracę o atakach na World Trade Center z 11 września. Zaczęłam przeglądać różne artykuły, głównie w internecie, ale to były raczej okropne opinie na temat tej wiary.... W każdym razie wówczas dowiedziałam się o podstawach tego wyznania. Następnym krokiem był mój pierwszy wyjazd do Egiptu - nie pamiętam już, czy w lutym 2001 czy 2002 roku, gdzie zobaczyłam, co oznacza prawdziwy Islam, zaczęłam podziwiać tych ludzi i - może niepotrzebnie - porównywać ich postępowanie do zachowania katolików. Później sprawy potoczyły się szybciej; moje poszukiwania przestały opierać się na internecie, ale na książkach, wreszcie na Koranie. Dwa lata temu wyjechałam po raz kolejny do kraju faraonów i tam poznałam moich wspaniałych przyjaciół, którzy uzupełnili moją wiedzę, a co najdziwniejsze nie byli napastliwi, to znaczy nie zmuszali mnie do tego, żebym zmieniła wiarę. Decyzja należała do mnie.

- A twój ojciec, czy wie o twoim wyborze? Mówiłaś mi, że ostatnio rozmawialiście, gdy mieszkałaś z nim we Francji, prawie 8 lat temu?
- Z ojcem nie mam kontaktu od prawie 8 lat. Z Francji wróciliśmy 11 lat temu, on nigdy nic o mnie nie wiedział i nigdy go to nie interesowało.

- Pewnie jesteś na niego zła?
- A ty byś nie była?! Jestem zła. Ale tak naprawdę ten człowiek jest mi zupełnie obojętny. Jakiś czas temu miał możliwość mnie zobaczyć i widział, ale nawet słowem się nie odezwał.Teraz znoszę to lepiej, niż dawniej, bo wspiera mnie mój narzeczony, Tunezyjczyk.

- Jak poznałaś swojego obecnego narzeczonego?
- Ironia losu, a raczej dar od Boga (hamdulle). Więcej nie powiem (śmiech).

- Nie przeszkadza Wam odległość i bariera językowa? Kulturowa chyba też istnieje?
- Odległość nam bardzo przeszkadza!!! Okropnie nad tym ubolewamy... Szkoda, że nie możemy tak po prostu wsiąść do autobusu i przyjechać - on do Polski, a ja do Tunezji... Bariera językowa, no cóż, jakaś jest, ale w chwili obecnej jeszcze tego nie odczuwamy. Być może problemy pojawią się, gdy będziemy chcieli na siebie pokrzyczeć, „nawrzucać” sobie i nagle okaże się, że nic nie rozumiemy... a może to i dobrze (śmiech). Ja trochę mówię i rozumiem po arabsku, on z polskiego zna tylko kilka słów. Naszą deską ratunku jest język francuski, którym oboje biegle się posługujemy.Bariera kulturowa... Hmmm, on twierdzi, że chyba jestem zbyt radykalna nosząc hijab (chustę muzułmańską)... Ale skoro ja tak chcę... Widzisz, on jest bardzo otwarty na kulturę europejską, dla niego liczy się tylko to, żebym to ja się dobrze czuła (na te słowa Latifa kładzie szczególny nacisk – W.P.), a całą resztę da się przyjąć.

- Co na to twoja mama?
- Oj... Chyba jak każda kochająca matka, martwi się, co z tego wyniknie, jak długo będzie dobrze. Wydaje mi się, że potrzebuje czasu, żeby zaakceptować mojego narzeczonego... Ale generalnie to nie ma żadnych sprzeciwów, nie zabrania mi się z nim kontaktować, a wręcz przeciwnie zawsze robi wszystko, żebym mogła z nim porozmawiać, wysłać mu list, czy paczkę z drobnymi upominkami...

- Wspominałaś mi kiedyś o własnym mieszkaniu w Egipcie ?
- Mieszkania w Egipcie nie mam, ale jak tam wyjeżdżam, to od ręki mogę sobie je załatwić... No wiesz, trzeba mieć wtyki - (śmiech).

- Swoje dzieci też masz, oczywiście, zamiar wychować na muzułmanów?
- Tak, ale to nie tylko mój interes, ale także mojego kochanego męża. Nie martw się, nie wyrosną z nich mali terroryści, będą tolerancyjni jak ja i ich przyszły ojciec (radosny śmiech). Ooo tak - TOLERANCJA.

Bardzo dziękuję ci za rozmowę.

 

islam

 

Zdjęcie własne: Łuk Triumfalny 2009

claroklara
O mnie claroklara

Polka, choć francuskiej krwi. Katolik. Prawicowiec. Żona. Matka, rodząca w domu. Dziennikarz. "O-filozof". Oszołom na wielu płaszczyznach.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Kultura