Janina Paradowska ma trochę racji, przyznając trochę racji abp. Henrykowi Hoserowi w konflikcie z ks. Wojciechem Lemańskim i częścią parafian Jasienicy.
Trochę Paradowskiej i trochę Hosera wygląda tak, że kościół w Jasienicy nie jest zamknięty na trochę, a na kłódkę - całą.
Abp Hoser nie przyjął do wiadomości ani trochę racji ks. Lemańskiego. Dlaczego? Bo ma pełną władzę.
Trochę arcybiskupa polega na tym, że po trochę odbierał ks. Lemańskiemu sprawowanie funkcji kapłana. Całą mu funkcję odbierze, Lemańskiemu nie zostanie ani trochę.
Z władzą jest tak, że tę trochę sobie nie uszczknie, tym bardziej w takich feudalnych strukturach, jak Kościół.
Rozwiązania konfliktu w Jasienicy nie ma, gdy się tak "trochę" rozumie. Ustępując abp. Hoser przegra, jako władca diecezji. Ks. Lemański przyjmując najbardziej optymalną ze strony arcybiskupa propozycję przeniesienia do innej parafii, do innej diecezji, zdradziłby część Jasieniczan.
Ten konflikt ma znamiona rewolucyjne - o ile o takim pojęciu możemy mówić w stosunku do Kościoła.
Albo jeden, albo drugi. Sytuacja zerojedynkowa. Władca może wykluczyć podwładnego ze swojego zbioru.
Mniejsza o prawa kanoniczne. Hoser nie ma innego wyjścia, jak relegować z Kościoła ks. Lemańskiego.
Co z tym "trochę" Jasieniczan, którzy stoją za Lemańskim? Tego już abp Hoser nie może dekretować, tę "trochę" musi się obawiać.
Stroną w konflikcie Hoser-Lemański nie jest były proboszcz Jasienicy, jest "trochę" Jasieniczan.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)