Twarzą PiS wcale nie musi być Jarosław Kaczyński, bo on zawsze się rozmywa w woody-alenowskim paradygmacie: „Ja i mój brat”.
Twarzą PiS nie musi być także mefistofeliczny Antoni Macierewicz, który zwykle staje po drugiej stronie mocy rozumu.
Twarz PiS jest ukryta, niekoniecznie alternatywna, twarz z odzysku (słowa Jarosława Kaczyńskiego w maju 2006 roku po dymisji Stefana Mellera z szefowania MSZ), tą twarzą jest Anna Fotyga.
Ona stoi w drugim, trzecim szeregu, skąd dochodzą charakterystyczne sformułowania, z którymi – dalibóg – sensownie nie można polemizować.
Czy można sensownie polemizować z tą, która na zewnątrz kraju reprezentowała braci Kaczyńskich, gdy ci rządzili, a dzisiaj święcie wierzy, że na Ukrainie nie doszłoby „do takiej sytuacji, jaką mamy, gdyby prezydentem był Lech Kaczyński”.
Gdzieś kończą się argumenty polemiczne, wyczerpaniu ulega rozsądek, pozostaje machnięcie ręką.
A niech tam! W to zniechęcenie wchodzi Anna Fotyga. Polityk z odzysku, jak surowiec wtórny, ekologiczny w stosunku do często toksycznej debaty na idee.
Wszak Radosław Sikorski, aby zjadliwość PiS jakoś zmniejszyć, proponował jej ambasadora przy ONZ. Machnął zniechęcony ręką, ale ją wstrzymał, bo i on nie wytrzymał.
To w jakimś sensie jest oryginalna twarz PiS, polityka z odzysku. Oryginała nieoryginalnego. Ta twarz PiS nie używa oryginalnej retoryki, tylko jej odzyskanie: mamrot. Jak spot wyborczy kandydatki na europosła, który został już z sieci usunięty.
Polecam nieusunięty wywiad z Fotygą w najnowszym „Do Rzeczy”. Oryginalne mamrotanie rozumu.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)