Donalda Tuska nie zabił „dziadek z Wehrmachtu”, książka Pawła Piskorskiego tego też nie zrobi.
Opcja niemiecka jest silna wśród polityków, której używają jako antidotum na słabnięcie sondażowe.
Można Piskorskiemu pogratulować, że po 23 latach odzyskał pamięć, bo mogło nie dojść do tego cudu.
Rozpoznaje, kto przyjaciel, a kto wróg. A to już coś. Piskorski na odzyskaniu pamięci nie zyska, nie zyska też Janusz Palikot. Ten ostatni pokazuje się w mediach i nic, słupek sondażowy mu zanika. Niewiele stoi.
Zyskać może tylko wróg Tuska, którego po cudzie pamięci wskazał Piskorski.
PiS zaciera ręce. Uważa (ustami Ryszarda Czarneckiego), iż premier powinien odnieść się do zarzutów.
Co w brzmieniu Piskorskiego i wrogów Tuska znaczy: Niech winny wstanie i się wytłumaczy.
PiS nie będzie tego tematu forsował, aż tak silnie, aby domagać się komisji śledczej o finansowaniu partii politycznych na początku transformacji, bo ma udowodnione walizki pieniędzy od Bagsika dla Telegrafu (Maciej Zalewski, bliski współpracownik Kaczyńskiego z czasów PC, przecież siedział).
PiS ustami Piskorskiego i Palikota będzie wzywał „winnego” Tuska do zeznań. Kurski waląc w Tuska „dziadkiem” miał o wiele silniejszą pozycję w PiS, niż Piskorski dzisiaj. A do tego premier nie mucha, aby można go było zabić książką.
Piskorski rozgniecie tylko siebie. Komentatorzy będą mogli tylko orzec: „Ale plama”.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)