Viktor Orban powtarza gesty Władimira Putina. Gesty te same, znaczenie proporcjonalne do wielkości kraju. Premier Węgier swoje chce ugrać. Czy mu się to uda? Dopóki go ktoś naprawdę nie trzepnie i nie utłucze, jak muchę, będzie mu się wydawać, że może.
Tak mają dyktatorki. Jego twarz jak w typowej ikonografii imperialnej wyziera zewsząd - z przysłowiowej węgierskiej lodówki. Orban nie kandyduje do Parlamentu Europejskiego, ale ozdabia swoją facjatą billboardy wyborcze Fideszu z hasłem: "Nasze przesłanie do Brukseli: więcej szacunku dla Węgrów".
Napina mięśnie dla Węgrów, bo Orban chce Węgry dla Węgrów. Tak jak Putin Krymu dla Rosji. Orban wypatrzył na Ukrainie węgierski Krym, zamieszkuje go podobno 200 tys. etnicznych Węgrów. Te wszystkie sformułowania o nacji są ważne. I następna formuła. Orban podkreślił, że etniczni "Krymianie" węgierscy mają prawo do obywatelstwa węgierskiego i samorządu (autonomii): "Jasno oczekujemy tego od nowej Ukrainy, która nabiera obecnie kształtu".
Kijów słabiutki kształtuje się. Orban jeszcze nie zaapelował o referendum, dopiero pobudził patriotyzm "etnicznych Węgrów (Krymian)", a tak naprawdę obywateli Ukrainy.
Pod polskim adresem padła propozycja rozbioru Ukrainy (jeszcze nie oficjalna, tylko od rosyjskiego polityka bez większego znaczenia). Orban już gotowy jest na swoje Zaolzie na Ukrainie.
Coś mi się zdaje, że w Europie powoli przychodzi czas na dyktatorków. Donald Tusk ma rację, to nie tylko walka o mandaty w Brukseli, to walka o UE i Polskę jednocześnie. Janusz Korwin-Mikke idzie do Brukseli, żeby ją rozwalać i korzystać z ichnich pieniędzy. Jarosław Kaczyński chce drugiego Budapesztu, PiS nie stworzył jeszcze trawestacji Orbanowego: "Więcej szacunku dla Węgrów". W najbliższych dniach powinno zostać sformułowane jakieś hasło pisowskie z "Polakami" w treści.
Putin uruchomił procesy nacjonalistyczne także w Europie. Putin pokazał też inne źródła choroby europejskiej wynikające z demokratycznych procedur. Wyłazi z europejskich szwów Węgier w Węgrze, a tak naprawdę plemienność Orbana w Węgrze, plemienność Le Pen w Francuzie, itd. Maczuga argumentacji.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)