Względny sukces Janusza Korwina-Mikke powoduje spekulacje, czy w polityce zaistnieje na trwałe?
Wydawać się mogło dziwnym, że ten internetowy polityk nie przebił się do tej pory.
Nareszcie mu udało się. To polityk nowych mediów – choć metrykalnie wiekowy – i jak te media ze wszystkimi wadami (zalet w tradycyjnym pojęciu raczej nie posiada, bo nie zaliczam do nich nerwową nagłość).
Korwin-Mikke to troll występujący pod swoim nazwiskiem.
Takim go dopiero dogłębnie poznamy w Brukseli i w przyszłym Sejmie. Nie tylko on przejdzie w następnych wyborach, ale emancypować się będą jego wychowankowie.
Trolle są już w jego szeregach, ale nie mieliśmy „szczęścia” ich poznać. Teraz dostaną sporo czasu antenowego w programach publicystyki politycznej.
Raczej nie będzie groźny dla największych partii, wystarczy nisza dla trolla, który tyle czekał, że poczeka na okazję koalicji, jak swego czasu psim swędem dostała LPR i Samoobrona.
Polityka w naszych czasach staje się fikcją (postnowoczesna) i do niej pasuje świat trollów, gnomów i podobnych podrzędności.
W następnym roku możemy się ocknąć w Republice Trollów, którą można zapaskudzić każdą dowolną ideą, byle hałaśliwą, obrazoburczą, obalającą porządek.
Hasełka Kaczyńskiego to będzie pestka, zresztą prezes PiS zmuszony zostanie do ich wzmocnienia, aby dorównać trollowaniu Korwina-Mikke.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)