Na szczęście polityka polska nie jest na takim poziomie, jak pisanie o niej: publicystyka. Ta pierwsza jest w zapaści, ta druga śmiem twierdzić, że nie istnieje. Bo co to za stwierdzenie, że Bartłomiej Sienkiewicz na konferencji prasowej premiera straci stanowisko? Donald Tusk aż tak miałby się powodować nagraniem z rozmowy w restauracji, iż za jego pomocą utrąca mu się jednego z naważniejszych ministrów?
Bo tak naprawdę niewiele powiedzieli Marek Belka i Sienkiewicz. Owszem, spotkali się. O czym mieli rozmawiać, jak nie o polityce? Ale to były jakieś prenegocjacje pod tytułem, co można byłoby zrobić, gdyby było gorzej niż jest.
Oralna publicystyka w knajpie przy kielichu. Pisanie na brudno, notatki na marginesie. Do niczego nie doszli, bo do niczego nie szli.
Kto tych nagrań dokonał? Co chciał ich ujawnieniem zyskać? I dlaczego teraz zostały ujawnione? A może ten serial dopiero się zaczął?
Najważniejszą kwestią jest, dlaczego kontrwywiad dopuścił, iż podsłuchiwani byli najbardziej prominentni politycy w kraju?
Na konferencji prasowej Tusk dał odpowiedź, iż nagrań dokonał ktoś obcy. Sugestia była dość silna, aby zaniepokoić się, iż państwo polskie nie zdołało nagraniom przeszkodzić. Nagrywani byli w restauracji, ale środki techniczne wcale nie musiały znajdować się na terenie knajpy.
To jest najważniejsza kwestia. Na konferencji prasowej w ogóle na tym się nie skupiono. Przecież nagrania są w posiadaniu redakcji „Wprost”, na ich podstawie kontrwywiad jest w stanie stwierdzić, za pomocą jakich środków byli podsłuchiwani Sienkiewicz i Belka. Premier nie został o to zapytany. Czy w ogóle o tym się dowiemy i kiedy.
Polscy dziennikarze tradycyjnie skupili się, kto kogo za gardło chwyci i dlaczego tak słabo. Kaczyński tradycyjnie domaga się dymisji Tuska. Należy pozazdrościć prezesowi PiS, nie musi przygotowywać się retorycznie. Ciągle ta sama śpiewka, żadnej głębszej refleksji.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)