Prezes PiS rozpoczął procedurę odwołania Donalda Tuska od wysłania listu do prezydenta RP Bronisława Komorowskiego. Dlaczego od listu? Bo z prezydentem Polski nie spotyka się nawet, gdy odwiedza go prezydent USA. Wówczas prezes PiS zapada oficjalnie na chorobę.
Jarosławowi Kaczyńskiemu ktoś powinien przeczytać to, co on mówi, gdyż mam wrażenie, że gdy prezes PiS otwiera usta, zamyka mu się umysł. Ten zawór psychologiczny nazywa się: emocje. Nie panuje nad nim Kaczyński.
Mianowicie na konferencji prasowej powiedział, że jeżeli Komorowski nie chce należeć do sitwy, to postąpi, jak mu prezes PiS dyktuje.
Zaś prezes przyjdzie na Radę Bezpieczeństwa Narodowego, gdy prezydent odpowie tak, jak Kaczyński sobie życzy.
I po to prezes zorganizował konferencję prasową. Przy okazji kolejny raz zdewastował przestrzeń publiczną i język polski. Już w kraju nie rządzi układ, a sitwa. Niedługo zabraknie rzeczowników, bo przymiotniki i przysłówki przez Kaczyńskiego dawno zostały zużyte.
Kaczyński napisał w liście, co Komorowski ma zrobić i powiedzieć. Wygłosić orędzie, w którym ma stanąć po stronie konstytucji, czyli apelować, iż rząd ma odejść.
Prosta konferencja prasowa pokazuje, jakim zagrożeniem dla kraju jest prezes PiS. Wcale tego nie muszą ujawniać taśmy z podsłuchu, gdzie inni politycy przestrzegają przed Kaczyńskim.
Kaczyński sam przestrzega przed sobą. Kraju nie stać na tego rodzaju dziecinadę. Do odpowiedzialności trzeba dorosnąć. A tego u prezesa nie widać, ani nie słychać w przekazie.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)