ABW w ilości trzech funkcjonariuszy weszło do redakcji „Wprost” z żądaniem wydania taśm z podsłuchu w restauracji „Sowa & Przyjaciele”.
Nie było kamer (jak za IV RP), ale używano Twittera, na którym dziennikarz „Wprost” informował o najściu służb specjalnych, a także użyczono mu postanowienieprokuratury, aby mógł opublikować na Twitterze i by Polska się dowiedziała, jak szacowna redakcja jest traktowana.
Taśm redakcja nie wydała. Co redaktor obwieścił z triumfem.
Przypatrzmy się sprawie.
ABW weszła po śledztwie i postanowieniu prokuratury. A zatem należy przypuszczać, iż miała powód.
A jednym z nich było dawkowanie materiałów kompromitujących władze polskie, albowiem dzisiaj redaktor naczelny „Wprost” Sylwester Latkowski opublikował pierwszą godzinę biesiadowania Sienkiewicza i Belka, gdy można było przypuszczać, że w poniedziałek wszystko zostało opublikowane.
To i tak spowodowało kryzys władz państwowych, a „Wprost’ uznało, że mało.
To jak służby mają postąpić?
Ciągle nie wiadomo, kto stoi za podsłuchami. Redakcja „Wprost” zna ostatnie ogniwo, a nie zna realizatorów i zleceniodawców. A tych ostatnich może (acz nie musi) znać ABW.
Czy zagrożone jest państwo? W tej styuacji większą wiedzę mają służby, niż redaktorzy.
Rozumiem „Wprost” chcieliby patrzeć, jak rozsypuje się państwo z ich przyczyny. Być Zorbą, fajna rzecz.
Zresztą redakcja nie wydała materiałów. Prokuratura zleciła kwerendę, acz jeszcze nie nakazała rewizji.
Nie wierzę, aby „Wprost” trzymało oryginały taśm w redkacji. Nie wierzę, aby ostatnie ogniwo nie zabezpieczyło się, aby do niego nie dotarto. A rzeczywiści sprawcy na tyle profesjonalnie się zabezpieczyli, jak przy nagrywaniu w restauracji, gdzie nie wykryło ich ABW i BOR.
Służby państwa wszak nie dopuszczą do rozwalania państwa.
Rzecz bodaj najważniejsza. W jakiej części taśmy są autentyczne, nie zmanipulowane itd. ? Tę wiedzę winny mieć od chwili publikacji służby specjalne, tej wiedzy nie mają redaktorzy „Wprost”.
Tygodnik i tak podbił sobie nakład, stał się najgłośniejszym w kraju. Ale Latkowskiemu, ani Majewskiemu nie przybyło talentu.
Ciągle aktualna jest groźba, a nawet bardziej teraz niż wcześniej, o której mówili Sienkiewicz i Belka na inkryminowanych taśmach.
Państwo w tym wypadku działa w białych rękawiczkach. W zasadzie pokracznie, próbuje zapobiec katastrofie, a tu proszę: histeria medialna.
Nie może być tak, że stanie się to, co ma się stać, państwo jest od zapobiegania takiemu fatalizmowi.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)