Jarosław Kaczyński pierwszy akt zjednoczenia prawicy ma już za sobą. Zjednoczył się z Piotrem Dudą, szefem „Solidarności”.
Zjednoczenie trwało krótko i musiało być bardzo przyjemne. Rozmowa Kaczyńskiego z Dudą trwała przeszło godzinę. Można ją śmiało nazwać językiem militarnym, był to blitzkrieg zjednoczeniowy. Kaczyński zjednoczył „Solidarność” z PiS.
W krótkim żołnierskich słowach zjednoczenie to da się opisać: reformy emerytalne Tuska – won! Cofamy się na z góry upatrzone pozycje sprzed reformy, kobiety pracują do 60 lat, mężczyźni do 65.
No i kto to słyszał, aby lud pracujący miast i wsi miał dłużej znosić takie „ustawy antypracownicze”.
Po blitzkriegu przyznał Duda, że z prezesem PiS „łaczy go troska o Polskę”. Czyż nie brzmi to jak hymn „Boże, coś Polskę”, przepraszam: „Jeszcze Polska nie zginęła”?
Brzmi.
Prawicowe zjednoczenie ze związkiem zawodowym, który z definicji jest lewicowy, ho, ho, to mogło odbyć się tylko za pomocą blitzkriegu.
To byłby pierwszy akt, czekamy na następne blitzkriegi z Ziobrą i innymi, bo „łączy nas troska o Polskę”.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)