Jedni się jednoczą, drudzy stabilizują. Jednym i drugim idzie to opornie, a nawet wręcz nie idzie.
Łatwiej jest się stabilizować. Wszak wystarczy złapać równowagę, umówić się, że jest dobrze – i szafa gra.
Stabilizowała się w poniedziałek wieczorem koalicja rządowa. Z tego stabilizowania wyszło, że PSL nie wie,czy poprze, czy też nie poprze ministra Bartłomieja Sienkiewicza:
„Nie pozwolimy się przyspawać do tego, żeby być w jednym szeregu wśród tych, którzy zawiedli” -
orzekł po przeszło dwóch godzinach nabierania równowagi stabilizator w randzie wicepremiera, Janusz Piechciński.
W co gra PSL? W to, co zawsze, chce więcej do skonsumowania. Partia chłopska zawsze uzyskuje więcej niż politycznie zasługuje, bo jest niezbędna do każdej stabilizacji.
Piechociński ze swoimi witoskami ustabilizuje się, gdy otrzyma gratyfikację. A co to będzie? Możemy się nie dowiedzieć.
O wiele trudniej jest się jednoczyć. Równolegle do koalicji rządowej Jarosław Kaczyński nie mógł dojść do porozumienia ze Zbigniewem Ziobro.
Jednoczenie to odwrotność stabilizowania. Większy chce połknąć mniejszego, a Ziobro stanął prezesowi PiS okoniem.
Ziobro przedstawił rachunki, tyle i tyle jesteśmy warci, tyle i tyle chcemy miejsc na listach wyborczych.
Gruba ryba Kaczyński odparł, że wartość Solidarnej Polski jest względna, bo bez połknięcia przez niego żadnej wartości nie przedstawiają.
Koalicja rządowa jest silna ustabilizowaniem, gdy mniejszy uzyska więcej.
Prawica zaś zjednoczy, gdy mniejszy da się skonsumować.
Z tego jest polityczny morał:
Lepiej się stabilizować, bo można uzyskać więcej i skonsumować, jak PSL, niż się jednoczyć, bo będzie się skonsumowanym.
A czas goni, jak ekonom z batem, w środę głosowania nad wotum nieufności. Wówczas poznamy wartość stabilizacji. Zaś w sobotę kongres zjednoczeniowy, zobaczymy, czy większy nażarł się mniejszym i czy z tego nie będzie choróbsko z przejedzenia.
Tusk trzyma linię, formę, Kaczyński chce się utuczyć, co grozi zawałem.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)