Janusz Korwin-Mikke wprowadza nowy rodzaj polemiki: policzkowanie, rękoczyny.
Korwin-Mikke „polemicznie” uderzył Michała Boniego w MSZ, gdzie spotkali się świeżo upieczeni europosłowie.
W Brukseli mogą zacząć się bać szefa Nowej Prawicy, który „zawsze ma rację”, nie zgodzi się z nim poseł innego kraju, a jeszcze do tego nie przeprosi, może dostać od polskiego przedstawiciela w twarz.
Przesada? Ależ nie. JKM jest człowiekiem pozbawionym równowagi emocjonalnej, wystarczy przeczytać kilka wpisów na jego blogu, a także pamiętać wypowiedzi o niepełnosprawnych i Hitlerze.
To inwalida psychiczny, który wreszcie po 20 latach posuchy gdzieś się dostał.
Nie powinien w Brukseli być reprezentantem swoich wyborców, a w Tworkach.
Jeżeli część narodu desygnuje do reprezentowania na zewnątrz kogoś podobnego do JKM, też wymaga leczenia, a przynajmniej nauki, aby odróżnić osobników niezrównoważonych.
Boni winien zgłosić ten czyn w prokuraturze, a Parlament Europejski takim gościom zawsze odbiera immunitet.
Boni może się cieszyć, iż do PE nie dostał się Przemysław Wipler, nabytek JKM. Jeden nawalony emocjami (z gwinta), drugi promilami (z kieliszków), mogliby zdobyć się na jakiś historyczny skandal.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)