Nowy sezon polityczny się zaczął od kiełbasy wyborczej Donalda Tuska, aby wyborcy mogli wytrzymać maraton wyborczy.
Ma wytrzymać elektorat Platformy Obywatelskiej, bo elektorat PiS jest zaprawiony w bojach, już dawno maszeruje do prawdy z Mojżeszem Kaczyńskim.
Mannę obiecał jednak Tusk. I wcale nie jest to kiełbasa wyborcza, jak mi się napisało na początku, ale nisko kaloryczna manna.
Oczywiście recenzenci – politycy opozycji wszelakiej i komentatorzy – nie tego oczekują. A czego?
Też nie wiem, mogą tylko wyczytać (czasami wysłuchać), co im się nie podoba. Nie pada jednak określenie, czego by chcieli i jakimi wyrzeczeniami.
Przyjdzie pod Jerycho następca Mojżesza (kto będzie po Kaczyńskim? nie wiem), zadmie w trąby i surmy, od razu politycy wszystkich maści i takoż dziennikarze zadrżą o los ojczyzny. Oj, zadrżą.
Nie wystarczy wysłuchać Mariusza Błaszczaka, Foresta Gumpa (acz Jadwiga Staniszkis nazywa podobnych mu gamoniami), bo ten cokolwiek powie, jest tyle samo warte, co u wspomnianego bohatera filmowego, ale u „polityka” PiS mało symapatyczne i bez polotu. Nie lepiej z pozostałymi osobami, które tytułują się politykami. Gadki mają intelektualnie małokaloryczne.
Życie polityczne upada, chciałoby się wymienić klasę polityczną. Wyborcy zaproponowali taką podmiankę i wyszedł Korwin-Mikke.
To może już pozostańmy przy Tusku, który Forrestów Gumpów (gamoni) zawsze ogra, bo jest przy nich olbrzymem (bez ironii).


Komentarze
Pokaż komentarze (6)