Jeszcze Donald Tusk nie zamknął drzwi, jeszcze tkwi jego parasol w stojaku, a już w Platformie okładają się po czerepach, w jakim ministerstwie Ewa Kopacz ma osadzić tego i owego polityka.
Bój głównie toczy się o Grzegorza Schetynę, który dawno temu był pierwszym po Bogu, teraz niestety śpiewa w chórze i to nie w pierwszym rzędzie.
Rafał Grupiński nawet nazwał go patriotą Platformy, uważa, że Grześ spokojnie da radę w superministerstwie po Elżbiecie Bieńkowskiej.
Główny bohater wojny dywanowo-parasolowej jest skromny. Mówi, że z komisji spraw zagranicznych nigdzie się nie wybiera, ale prezentuje się jako arcymistrz szachowy.
Arcymistrz wystartuje w wyścigu na przewodniczącego PO. Jarosław Gowin może pluć sobie w brodę, że nie zaczekał, że tak szybko puściły mu emocje. Teraz stanąłby naprzeciw Schetyny – i kto wie, kto wie.
Radosław Sikorski ponoć ma zostać marszałkiem Sejmu, a zatem wypada z nowego układu rządowego. Arcymistrz Schetyna robi laufrem Sikorskim ruch: „To zły moment na zmianę szefa polskiej dyplomacji”.
Zdaje się, że dobrych momentów w dyplomacji już nie będzie.
Na szczęście założona procedura powołania nowego rządu jest iście ekspresowa, bo Tusk musiałby wrócić i te rozpalone czerepy przetrzepać parasolem, który jeszcze tkwi w stojaku.
Teraz staje się zrozumiałe, dlaczego przyjemności wypadu z PO musieli zaznać Rokita, Olechowski, Gowin. Schetyna się uchował, bo w chórze cienko śpiewał. Ale odezwał się w nim solista.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)