Po Donaldzie Tusku pozostał nam Sławomir Nowak, który długo uchodził za najlepszy jego chronometr. Miał wyznaczać chronologię następstwa, przynajmniej tak z daleka wyglądało.
Nowak awansował coraz wyżej, szedł na szczyty, jak nóż w masło. A to w Kancelarii Prezydenta, aby przypilnować Bronisława Komorowskiego by zbytnio nie odskoczył.
W nagrodę dostał trudne ministerstwo, które w tym czasie musiało zostać docenione, bo wszystkie drogi prowadziły do Euro 2012.
Spisał się całkiem dobrze i w sytuacji, gdy Tusk odchodzi do Brukseli, mógł być Nowak rozważany jako jego następca, jako męska odmiana Kopacz.
Ale Nowak został wyautowany przez dziennikarzy tygodnika, którzy dojrzeli błysk na ręku ministra Nowaka.
Błysk tak oślepił, że musiał zaślepić, a Nowak sobie medialnie z tym nie poradził.
Zegarek warty bodaj 30 tys. zł. Mniejsza z tym, ile. Nowak go nie ujął w zeznaniu podatkowym.
No i przyszła wpadka na jednej taśmie Wprost, też mowa o podatkach, gdzie sparzony Nowak nagabuje wiceministra finansów, aby sprawdził oświadczenia podatkowe żony.
Czy to dużo? Zależy z której strony spojrzeć. Ale ze strony rozumu – niewiele, albo nic.
Nowak popełnia zupełnie inny błąd polityczny. To znaczy zachowuje się niepolitycznie, oświadcza, że złoży mandat poselski. Daje swój honor. Jakby ktoś nie wiedział, co to honor, zapraszam do siebie. Mam dwa honory, jeden w prawej kieszeni, drugi w lewej. Pokażę – oczywiście za odpowiednią gratyfikacją.
No i zgraja bez mandatów przyczepiła się nie do zegarka średniowartościowego, nie do żony (o, pardon), ale do zawartości kieszeni (choć mogę się mylić, bo nie wiem, gdzie Nowak przechowuje honor).
Nie śledzę na Twitterze dziennikarzy, mam tylko dwóch na oku. Ale przyczepił się do zawartości kieszeni (czy, gdzie tam Nowak honor przetrzymuje) Konrad Piasecki.
Oddaj honor, czyli mandat. Nie dziwię się Piaseckiemu, mandatu nie ma, a honor – to on wie, gdzie przechowuje.
Nieszablonowo zachował się Wojciech Szacki, walnął poemat na temat honoru Nowaka. Raczej nie pisał go w epifanii, a zastosował metodę collage’u. Fragmenty wypowiedzi Nowaka złożyły się na debiut poetycki Szackiego. Łamy ma do publikowania, więc może się już nazywać nie tylko publicystą, ale literatem.
Wszak chodzi o Nowaka, a nie Szackiego, który uczepił się nogawki honoru (cały czas jesteśmy przy spodniach, acz nogawka jest niżej niż kieszeń).
Nowak nie ma szczęścia do czasu, w czasach po Tusku nie idzie się walczyć o honor na ubitą ziemię, wystarczy pociągać za spodnie: oddaj honor, znaczy się mandat.
Nowak był/jest wyróżniającym się politykiem przy Wiejskiej, „przestępstwa” ma niżej niż średnie. Na pewno jest inteligentniejszy od tych dziennikarzy, którzy dojrzeli na jego rękach błysk, bo nie posiadają sami takowego w głowie.
Ma też pecha, dał honor, potem go schował, no i powstaje na temat tego honoru literatura.
Radzę mu tak, jak ten zawał z honorem przebrnąć. Niech nie udaje się do żadnej Moniki Olejnik, aby błysnąć argumentacją. Przeczekać dwa, trzy dni. Zapomną, a Szacki może napisze drugi poemat, np. o Hofmanie. Bronić się w jaskinii mediów, to tylko można dostać kielich cykuty.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)