Tygodniki dalej wałkują Radosława Sikorskiego. W zależności od usytuowania profesjonalnego (a nie ideowego), Sikorski jest dalej rozszarpywany w aspekcie „rozbioru Ukrainy”.
Najbardziej intrygujące wydają się być notatki ze spotkań Donalda Tuska z Putinem w 2009 roku w Trójmieście, które zawędrowały do Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Odtajnić ich nie można, ale niektórzy politycy je czytali i mają świadomość czarno na białym, jakie zamiary prezydenta Rosji były/są w stosunku do terytorium posowieckiego.
W tym nie ma żadnej tajemnicy, a w każdym razie nie powinno być.
Imperialnego myślenia rosyjskiego nie zmienimy, tak jak nie nauczymy ich demokracji.
Dlatego Rosja tak boi się imponderabiliów płynących z Kijowa. Są zagrożeniem dla klasy samodzierżawia. Wszak nie dla Rosjan, ani ich państwa.
Rosja nie może nawet odwołać się do swojej tradycji, bo demokratycznej nie posiada.
I to wbijał w głowę Benowi Judahowi Sikorski, ponoć była to rozmowa, a nie wywiad, a Amerykanin zachował się jak dziennikarz. Sikorski sam dziennikarz – i jest zdziwiony.
Czy Sikorski chciał uderzyć „tajemnicą poliszynela” w Tuska? Jeżeli tak, to nie warty jest obecności w polityce. Wierzę, że nie. Bo takich rozmów z dziennikarzami mogło być więcej, inni okazali się profesjonalistami – przynajmniej – moralności.
Sikorski swoich rozmówców przerasta inteligencją, ale ta zawodzi go w wielu sytuacjach. Zwłaszcza, że w Platformie nie ma swojego zaplecza. Jest w tym bardzo podobny do Andrzeja Olechowskiego i Jana Rokity.
Polska polityka nie powinna mięc kłopotu z Sikorskim, publicystyka – owszem. Kłopoty mamy z Rosją, nie potrafimy jej przyjąć taką, jaką jest.
Narzucamy sobie nawzajem złe emocje, a w polityce to żadna wartość, to degraduje debatę. Dlatego tak łatwo można nas wyautować – a wrobić w rusofobię, odebrać chłód kalkulacji, namysłu. Tego ciągle i wciąż brakuje w relacjach z kolosem ze Wschodu.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)