Jeśli dobrze czytam Jacka Sasina, to ten dziarski poseł PiS nie został zachęcony do płacenia podatków w Warszawie.
Kto miałby posła PiS zachęcać?
Czyżby władze Warszawy, bo Sasin swoim językiem (nie wiem, jak go nazwać) mówi:
- Stolica nie zachęca, żeby w niej płacić podatki.
Czy stolica go zachęciła, aby kandydował? Jak stolicę rozumieć: mieszkańcy, partia PiS? W jakich kontekstach używa rzeczownika: stolica?
Bo Sasina tylko „zachęcił” prezes, prawda? Prezesowi płaci podatki?
Czy Sasin mógłby trzymać się sensu. Rozumiem, że język nie jest jego najsilniejszą stroną. Acz uważam, że prezydent Warszawy jest administratorem i politykiem, obydwie funkcje wymagają sprawnej retoryki (czyli języka jako narzędzia pracy).
Sasin nie nadaje się do rządzenia w stolicy, o czym świadczy niezborność powyższej wypowiedzi. Jest ona wroga w stosunku do tych, którzy go nie zachęcili do płacenia podatków.
Na pewno wrogie jest stwierdzenie Sasina:
- Ci, którzy chcieliby dopuścić się nieprawidłowości, muszą wiedzieć, że patrzymy im na ręce.
Tak nie można przekonywać: wy jesteście złoczyńcy, złodzieje, z ukadu. Zwłaszcza, że Sasin ma walory, jakie ma.
Powstaje silne podejrzenie, iż armia podejrzliwców (czyżby faktyczny pierwszy człon nazwy PiS to Podejrzliwość) ma rzeczywisty problem psycholoiczny, zarówno osobisty (psychoalityczny) i zbiorowy (psychologia społeczna). W każdym razie partia Podejrzliwość i drugi człon na S tworzy typową strukturę mentalną właściwą dla mafii. Odseprarowuje się od normalności, bo nikt poza ludźmi honoru nie jest wg ich kodeksu honorowo-patriotycznego normalny.
To powiedział Sasin, bo tak mówi ojciec chrzestny PiS, prezes Podejrzliwości i S, tak mówią jego pomagierzy dopuszczeni do oblicza, bądź pierścienia i tak mówi consigliere Hofman.
Ci, którzy Sasina nie zachęcają do płacenia podatków w Warszawie, winni wydelegować swoich przedstawicieli, aby patrzeć na ręce członkom partii składającej się z liter PiS.
Mogę tylko współczuć mieszkańcom Warszawy, że ktoś taki mógłby nimi rządzić. Ale wiem, że warszawiacy potrafią wybierać.
A Sasin – cóż – podatki znowu nie będzie płacił zachęcany w stolicy, może prezes wydelegowałby do kandydowania tam, gdzie został naprawdę zachęcony. Po przegranych wyborach Sasin z pensji posła mógłby sobie fundnąć kursy, które przybliżą mu język polski, jego retoryczne mżliwości. A w planach zafiksować inne lekcje: logiki, psychologii (coś by się dowiedział, skąd bierze mu się podejrzliwość), itd.
A warszawiacy i pozostali Polacy niech patrzą na ręce podejrzliwców, bo klasyczni Grecy, którzy wynaleźli demokrację zadawali podstawowe dla niej pytanie: Kto pilnuje strażników? Kto podejrzewa podejrzliwców?


Komentarze
Pokaż komentarze (30)