Zrozumiałe jest zniecierpliwienie polityków i komentatorów: jakież są ostatecznie wyniki wyborów! Och!
PKW buduje napięcie, zwalając na system informatyczny. Thriller po polsku z lokalnymi suspensami.
A cóż ci ludzie z PKW winni, wszak nie oni są informatykami, nie oni konstruowali prawo o zamówieniach publicznych.
Kto winien?
Tak, zgadliście. Winna jest polska bylejakość. Jest ona uniwersalna na każdym poziomie.
Wśród polityków szczególnie. Szacher-macher – od jutra bylejakości nie będzie, jak dojdziemy do władzy.
Polska bylejakość nie skończy się wraz z naprawą systemu informtycznego w PKW, nie skończy się z wymianą członków tego ciała, po nich przyjdą tacy sami, choć młodsi.
Będzie to dalej polska bylejakość, bo jej nie załatwia się chceniem, a to dlatego, że bylejakość jest zbudowana na fundamencie chciejstwa.
Co winni są młodzi, którzy głosowali na PiS? Może bylejakość PiS będzie inna, może da im pracę.
Ci młodzi zostali spaprani przez starszych poprańców. Nie widać pracy, aby niwelować bylejakość. Politycy przekonują do swojej bylejakości, jakoby ona miała być lepsza od bylejakości konkurentów.
U nas z bylejakością się walczy. Bylejaki staje do walki z przeciwnikiem bylejakim. Nie ma wspólnego wysiłku, aby bylejakość niwelować, aby było jej mniej. Nie ma programu na dziesiątki lat, na pokolenia niwelowania bylejakości.
W końcu PKW upora się z wynikami. Będą one jak system informatyczny w tej instytucji, który siadł. Byle jakie.
Zapomniałbym wspomnieć, że za Adamem Hofmanem i wyrzuconymi kolegami z partii wstawił się czwarty uczestnik wyprawy do Madrytu, Dawid Jackiewicz, który ocalał. Wyraża lojalność wobec nich i liczy na to, że Hofman wróci do aparatu. Nawet lojalność jest bylejaka. Lojalnie powinien podążyć śladem tamtych. Tak mógłby zacząć niwelowanie tej uniwersalnej przypadłości w polityce.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)