Co się stało?
Zainfekowany został system informatyczny Państwowej Komisji Wyborczej. Czy to dużo?
Wystarczająco dla tych, którzy nie mają nic do zaproponowania, aby przewracać, wyjść na ulicę.
Winą członków PKW jest, że są Polakami, że mają do czynienia z polskimi politykami, komentatorami i ich gawiedzią.
Prezydent przestrzega, by nie popadać w odmęty szaleństwa. Były polityk, a dziś komentator, którego osiagnięciem politycznym jest analiza, jak rżnąć kasę w Brukseli, swoim bystrym umysłem nazwał „prośbę” Bronisława Komorowskiego – „menty szaleństwa”.
Żałosny polityk, dzisiaj żałosny komentator (że też chce go ktoś zatrudniać) potrafi wygenerować tylko taką przestrzeń debaty i sam się stwarza językowo (nawiasem – posługujący się ubogim językiem polskim).
Mendalski.
I takich mamy polityków. Inny Mendalski chce wyprowadzić na ulicę (niech ktoś mu fundnie psa), bo uzyskał 2 proc., a może mniej.
Zainfekowany system informatyczny PKW nie powinien być żadnym problemem. Ale nie w Polsce.
W Polsce problemem są głowy polityczne, a tak naprawdę brak tych głów i język polski (logorea nie jest stricte językiem), jak owego Mendalskiego, który nie potrafi nazywać problemu, a jest obecny w przestrzeni publicznej.
Katastrofę jest łatwo sprowadzić. Ona nadciąga. To ten sam proces braku procedur, braku głów (także politycznych), jak pod Smoleńskiem. Tam pilot zeszedł do lądowania wbrew procedurom, tutaj zainfekowany został system informatyczny. Podobne wirusy.
Tam zginęli ludzie, tutaj z powodu zarażenia systemu informatycznego jeszcze – nie.
Polska bylejakość triumfuje. Wg niedzielnego exit polls zwyciężyła partia, która jest upostaciowieniem katastrof.
Katastrofa jeszcze na dalekim horyzoncie, zarazę infekują tacy Mendalscy. Jeden insekt, drugi – i tyfus gotowy. Jedynie co potrafią – wychodzić na ulicę bez psa, ale też bez kagańca. Pluć do mikrofonu – też bez kagańca.
Politycy bez kagańca, takich mamy Mendalskich.


Komentarze
Pokaż komentarze