Wywiad prezesa dla „Wprost” nie wnosi niczego nowego w jego charakterystyce jako człowieka i polityka. Tak powiedzieć o premier Ewie Kopacz („Urban w spódnicy”), jak Kaczyński, może tylko człowiek nikczemnych paramentrów wewnętrznych. O intelekcie Kaczyńskiego pisałem nie raz, ma go słabiutki, a retor z niego taki, jak podczas miesięcznic.
Kaczyński mógłby się poduczyć u prezydenta Bronisława Komorowskiego, który dzisiaj dał wykładnię strażnika Konstytucji.
Jak Kaczyński chce wychodzić na ulice, niech wychodzi, jest to jakieś paliwo polityczne, smoleńskie się skończyło. Te też szybko się skończy.
Równie dobrze można byłoby powiedzieć, że to przedstawiciele PiS oszukiwali podczas wyborów, ale byłoby to chrzanienie w stylu Kaczyńskiego – o niczym i z pretensją. Polska bylejakość jest taka i tyle. Coś nowego? A czym była katastrofa smoleńska?
Oceniam, że PiS w tych wyborach osiągnęło apogeum. Nie wierzę, aby Polacy uwierzyli osobie, która udzieliła takiego wywiadu, jak dla „Wprost”.
Prezes jednak zadbał, aby dobrać „polityków” wg własnego strychulca. A ci go nie zawodzą i wynoszą na zewnątrz „paranoje”, jak to nazwał jeden z europosłów Platformy. Debata w Parlamencie Europejskim to dowód wleczenia zarazy na zewnątrz, ale nie znajdą wspólników do takich „ekscesów”.
Dla pełnej satysfakcji prezesa teraz za Ocean powinni się wybrać Anna Fotyga z Antonim Macierewiczem, przecierali szlaki smoleńskie do Kongresu USA.
Ta sytuacja nie jest nawet śmieszna, tragiczna, a nawet nie jest paranoiczna. Jest jak Kaczyński w wywiadach. Wartościująco: żadna.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)