Fronda, jako wydawca, przegrała kolejny proces o „Resortowe dzieci”. Fronda przegrała z Jackiem Żakowskim, a obecnie z Moniką Olejnik.
Fronda i autorzy owej publikacji wygrali na pewno to, że w publicystyce mamy magiel. Nie jest wartością informacja i talent dziennikarski, są ludzie z magla, którzy w niszy Frondy (i frondopodobnych wydawnictw) uchodzą za „dziennikarzy”.
Nikt przytomny nie umieści przy nazwisku owych autorów, iż wykonują zawód dziennikarzy. Ani dziennikarzem nie jest Dorota Kania, ani Tomasz Sakiewicz, to wyroby czekoladopodobne. Taka w PRL-u była czekolada. A ci uprawiają dziennikarstwo o horyzontach pucybutów.
Najgorsze, iż stworzyli sobie czytelników: czytelnikopodobnych (tak jak tabloidy). Prawda jest z tym dziegciem. To taki dziegieć w żurnalistyce.
Szkoda, że opisani jako resortowe dzieci, nie wystąpili z pozwem zbiorowym i nie wzięli sobie za adwokata Romana Giertycha, który jest nad wyraz skutecznym prawnikiem. Zabezpieczył sobie majątek „Wprost” w związku ze sporem o resortowe pomówienie owego tygodnika.
„Wprost” może spłynąć z resortem, także mogłaby resortowo spłynąć Fronda (przy okazji wyjaśniam, iż termin „spłynać resortowo, spłynąć z resortem” znaczy być w rynsztoku i zaznać przyjemności likwidacji).
Kolejny raz przy tej okazji wyjaśniam, iż ani wydawnictwo Fronda, ani autorzy owej publikacji nie są prawicą. To szlachetne słowo, które dotyczy szlachetnych wartości i staje w konfrontacji z lewicą.
A Fronda i podobne wydawnictwa to lewusy, jako wydawcy i quasi-dziennikarze, bez talentu, którzy spłyną resortowo, ale jeszcze nabrużdżą. Taki nasz dziegieć.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)