Jarosław Kaczyński ma się z czego cieszyć. Jego kandydaci przegrali w wyborach samorządowych, więc mogą skorzystać z zaproszenia prezesa do udziału w marszu 13. grudnia (chciałem napisać 1981 roku, niestety – mamy rok 2014).
Bardzo zachęcająca jest pisanina prezesa promująca marsz 13. grudnia 2014 roku: „Rządzący chcą zahamować zmiany wszystkimi dostępnymi narzędziami”.
Szkoda, że nie weźmie udziału nowy prezydent Nowego Sącza, największego miasta, w którym wygrał kandydat PiS, ale on „nie jest zahamowany i będzie zmieniał swoje miasto”.
Niedługo Kaczyński będzie uczestniczył przez okrągły rok w pochodach protestacyjnych, nie będzie miał czasu na prace sejmowe, zresztą i tak zwykle wychodził, gdy przemawiała ważna osoba dla Polaków, jak Donald Tusk, czy Ewa Kopacz.
Polska się zmienia wbrew Kaczyńskiemu, proszę zwrócić uwagę na takie miasta, jak Słupsk, Częstochowa bądź papieskie Wadowice.
To jest zmiana, a nie przesiadywanie w Toruniu i śpiewanie na cześć Tadeusza Rydzyka, który nawet nie potrafi zapłacić grzywny za nadużycie własne.
Zastanawiam się, jakimi narzędziami rządzący będą chcieli zahamować marsz Kaczyńskiego ku prawdzie?
Naślą policję, aby prezes nie zrobił sobie krzywdy, czy co? Media będą miały z tego pożytek, zacytuję mowę prezesa, sklecą newsy, a co bardziej rozgarnięci i nie znudzeni prezesem rodacy też mogą doznać frajdy, bo bilet do kabaretu kosztuje, a tu występy oglądać można za darmochę.
Robert Korzeniowski przynajmniej dla naszych barw wychodził trochę medali, Tusk nie łaził, a doszedł do prezydenta UE. A prezes PiS ciągle jest „zahamowany”.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)