Andrzej Duda dostał niemożliwe zadanie do wykonania. Wykopać z pałacu prezydenckiego „wybranego przez nieporozumienie”.
Walczyć z Nieporozumieniem, to walczyć ze złudami. Duda jest takim też kandydatem: alternatywnym – zamiast prezesa, który przyzwyczaił się do porażek, ale nie przyzwyczaił się do dołów z nimi związanymi.
Prezes drugi raz w życiu chciałby usłyszeć o „wykonanym zadaniu”. Nie usłyszy. Duda jednak zostaje oficjalnym delfinem. Jeżeli lepiej to rozegra niż Ziobro, Kowal, Migalski, prezesa powinniśmy pożegnać po następnych dwóch-trzech porażkach.
Duda stoi przed trudem „niebywałym” (ulubione słowo prezesa). Musi mówić to, czego oczekuje prezes, a to prędzej, czy później wykluczy go z polityki. Musi mówić podobnym głosem do Komorowskiego, co w środowisku Kaczyńskiego narazi go na wewnętrzne wykluczenie. Takie nożyce pisowe: dialektyka ponad potrzebę.
Dla Dudy szansą jest druga tury. Aby do niej doszło muszą być spełnione dwa warunki. Słaby Komorowski – w co wątpię. I słaby kandydat lewicowy. Jeżeli tym kandydatem będzie Ryszard Kalisz, Duda ma połowę spełnionych warunków.
Jeżeli lewica zdecyduje się wystawić Barbarę Nowacką bądź Roberta Biedronia, Duda już może żegnać się z delfinem i wycofać rakiem.
Największym wrogiem Dudy będzie pisowska V kolumna, a jest ona liczna. Zwykle sabotażyści na terenie PiS-u nie zawodzą.
Niemożliwe, aby został Dudą Niemożliwym.


Komentarze
Pokaż komentarze (39)