Polityka wielu uczonym odbiera rozum. Jakby było w niej coś hamującego. Otwarte umysły dostają tępoty.
Ten temat powinien być podjęty przez neurochirurgów. Co się dzieje z szarymi komórkami, gdy właściciel musi je dyscyplinować partyjnie?
A takim zidioceniem wykazuje się prof. Ryszard Legutko. Nie przemawia do mnie okoliczność, iż wiele można zrobić dla kasy.
Albo: usta swoje – rozum swoje. Wówczas problem jest z moralnością.
W wypadku z Legutką nie chodzi mi wcale o tę akcję w PE o sfałszowanie wyborów. Prezes taką przyjął taktykę, aby uzasadnić przewietrzenie się 13 grudnia na Krakowskim Przedmieściu – przecież z Nowogrodzkiej to rzutu beretem, a nawet splunięcie – rozumiem Europejczycy też muszą dostać dawkę kitu. Bo u nas w kraju ciągle różnym kitem prezes uszczelnia swój twardy elektorat. Wszak trzeba go trzymać przy sobie i nie pozwalać na krytycyzm. Elektorat ma głosować, a nie myśleć.
Ja jednak o myśleniu Legutki, który podzielił się z Frondą zawartością swoich szarych komórek.
I wyszło, iż Legutko w Brukseli dostał jakichś ciągot inkwizytorskich. Profesor zauważył, że „Europę opanowała fala neopogaństwa”.
Czyżby Legutko wolał falę neoinkwizycji? Lepsze stosy niż tęcze? Albo: „Dziś wyrzuca się krzyż z przestrzeni publicznej. Można powiedzieć, że komuna była poniekąd prekursorem tego, co właśnie się dzieje”.
A prekursorem komuny było Rewolucja Francuska, itd. Krzyż nie jest problemem, jak nie są problemami inne symbole.
Problemem jest Kościół, który w nowoczesnych społeczeństwach i państwach jest hamulcowym. Także pogaństwo należy do tego samego porządku – przednowoczesnego.
Od profesora więc wymagam: otwierasz usta, otwieraj rozum. Albo mrugnij: „moje słowa są bezmyślne”. Tak jak kiedyś reklamowano piwo bezalkoholowe.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)