Wybitny prawnik, prezes Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Rzepliński nie poradził sobie z niezależnością.
Z niezależnością siebie, jako instytucji nadrzędnej do prawa stanowionego i z niezależnością swojej kondycji psychologicznej, nie potrafił odrzucić blichtru, pozłotki.
A przecież od tak dostojnych osób winniśmy się tego domagać, winni „swoją wielkość” mieć wpisaną w sprawowaną funkcję.
Rzeplińskiemu należy jednak podziękować, pokazał jakie mamy państwo, w którym miejscu cywilizacji się znajdujemy i na którym piętrze usadowaliśmy naszą dojrzałość instytucjonalną i społeczeństwa.
Rzepliński uświadomił, jacy jesteśmy zapóźnieni cywilizacyjnie i, że rządy są sprawowane przez silniejszych, nie są respektowane prawa mniejszości.
Po okresie średniowiecza PRL-u jeszcze daleko nam do Oświecenia suwerenności. Niektórzy od razu starali się być Robespierre’ami, albo Dantonami (Palikot), niektórzy snuli projekt Wandei (Rymkiewicz), ale tak naprawdę Bastylia ma się dobrze, stoi sobie w najlepsze.
W Polsce nie dokonało się Oświecenie instytucji, nie dokonało się Oświecenie polityków, a dziennikarze relacjonują racje swoich zwierzchników politycznych, a nie opisują rzeczywistości.
O tak jest z prezesem TK: wybitny prawnik Rzepliński, ale nie wybitny niezależny myśliciel, ale nie wybitny obywatel.
Rzepliński to esencja zapóźnienia polskości, to polactwo (gombrowiczowsko-mrożkowskie), z którego tylko bardzo nieliczni Polacy się odarli.
Dla Rzeplińskiego splendorem jest być dostrzeżonym przez instytucję, która w Polsce wydaje się być jedną z nadrzędnych, ale cywilizacyjnie bez znaczenia. Dla Rzeplińskiego nie jest splendorem być poza jej wątpliwym uznaniem. W osobie Rzeplińskiego poległa instytucja naczelna (Trybunał Konstytucyjny) i poległ Polak wywyższony na piętro reprezentanta (psychologia profesora).
Państwo niby mamy wolne, suwrenne, niepodległe, ale Polacy to raby, nawet tak wysoko postawieni, jak Rzepliński.
I o jakim prawie tutaj można mówić? O prawie boskim napisanym w Watykanie, a nie o prawie z gmachu przy ulicy Wiejskiej. Dobro i prawo są uniwersalne, a Kościół lokalny i z coraz mniejszym znaczeniem aksjologicznym. O tym prawie uniwersalnym zapomniał prawnik Rzepliński.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)